Ks. Stanisław Tworkowski – Ofiara

OFIARA

Przygotowywałem się do Mszy św. w ostrzeliwanym i bombardowanym gmachu PKO. Klęcząc, odmawiałem tekst psalmu:

Boże, pyszni przeciwko nam powstali, zgraja złoczyńców czyha na nasze życie. Udziel mocy Twym sługom i okaż nam swą łaskę; niech nasi prześladowcy ujrzą ze wstydem, że wspomagasz nas, Panie.

„... pyszni przeciwko nam powstali".

Tak! Zło rodzi się z pychy. Obłąkany nią szaleniec Führer, wyzwolił w duszy swego narodu najdziksze namiętności i rzucił go na podbój świata. Śmierć pochłania setki tysięcy ofiar. Ogrom nie-szczęścia przytłacza ludzi.

„... zgraja złoczyńców czyha na nasze życie".

Dywizje hitlerowskiego Wehrmachtu, oddziały esesmanów, najemne bandy Ukraińców zabijają, palą, gwałcą. Starówka padnie lada chwila; Katedrę niszczą bomby, miotacze ognia i goliaty. Wola spalona, jej ludność wymordowana. Żoliborz, Powiśle, Mokotów, Czerniaków pod nieustannym obstrzałem. Nasi walczą o każdą ulicę, o każdy dom. Nie czekamy już na pomoc. W świecie, gdzie panuje brudny interes, zakłamanie i brutalna siła, nikt się z nami nie liczy. Jednakże wierzymy w Boga i wyższy, moralny ład życia.

Ubierałem się do Mszy.

Inpone Domine... Włóż, Panie, na moją głowę hełm zbawienia, abym mógł zwyciężyć złego ducha.

To, co nas w tej chwili przeraża: szaleństwo, zbrodnie, upodlenie, jest dziełem złego ducha. To on podburzył pierwszych ludzi do nieposłuszeństwa Stwórcy. Miało ono dać niezależność i wszechwiedzę; w rzeczywistości naruszyło moralny porządek świata i stało się przyczyną wszystkich nieszczęść.

Dotykając głowy humerałem, białą, prostokątną chustą, którą liturgia nazywa hełmem zbawienia, widziałem stojące z boku ołtarza szeregi żołnierzy. Oni również trzymali w ręku hełmy z biało-czerwonymi opaskami. Gdy się skończy Msza, „akcja" Boskiej Ofiary, nakryją nimi głowy i pójdą na inną „akcję", pełnić ludzką, a zarazem Bożą ofiarę. Będą walczyć ze światem złego ducha, z hordami jego wyznawców, ludobójców i bogobójców. Będą walczyć nie o rynki zbytu, banki pełne złota, ani w interesie koncernów czy trustów. Będą walczyć o wolność, godność ludzką, człowieczeństwo, którego żywy przykład dał nam Chrystus.

Teraz chłopcy stoją w szeregu, ze stenami zawieszonymi na szyjach, i patrzą na polowy ołtarz przystrojony polskimi barwami. Na ich twarze pada cień. Lewa część wielkiej sali PKO jest w słońcu. Szklany sufit tej części gmachu dawno został rozbity. Do wnętrza zagląda błękit nieba przesłaniany obłoczkami dymu palących się po drugiej strome Marszałkowskiej domów. Czuć spaleniznę oraz mdły zapach lekarstw. W podziemiach, tuż pod nami, mieści się główny szpital Śródmieścia.

Jest 8 rano, 26 sierpnia, święto Matki Boskiej Jasnogórskiej. Obchodzimy je bardzo uroczyście. „Dowódca Okręgu Warszawa, płk „Monter", wydał specjalny rozkaz wzywający wszystkich dowódców do pogłębienia i mobilizacji wartości moralnych, jako broni powstańczej przeciw słabszemu pod tym względem wrogowi"1.

Rozpoczynam Mszę św. w asyście księdza „Biblii" i księdza „Jana". Zamiast muzyki organowej dochodzą odgłosy częstych i niedalekich wybuchów.

Schylając się przed ołtarzem, odmawialiśmy razem „Confiteor".

Mea culpa... Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina...

Tak! Nie ma wśród nas niewinnych. Wszyscy jesteśmy obciążeni grzechem, ale pokorna wiara w miłosierdzie Boże usprawiedliwia celnika, podczas gdy pyszny faryzeusz został odtrącony.

Kyrie eleison, Chryste eleison, Kyrie eleison.

Ta prastara błagalna modlitwa budziła w nas nadzieję w opiekuńczą dobroć Boga. Czuwa nad nami Ojciec Stworzyciel, Syn Boży, dzielący ludzką mękę i Duch Mocy niepokonanej, wiecznej.

Niech będzie uwielbiona Trójca Przenajświętsza/ Gloria in excelsis Deo... Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli

Huk rozrywającego się pocisku, jakby protest złego ducha przeciwko chwale Bożej, wstrząsnął gmachem2. Nieubłagany, odwieczny wróg rodzaju ludzkiego wie, że chwała Boża jest celem istnienia wszelkiego bytu, a zwłaszcza człowieka, dlatego przeszkadza jej w różny sposób przez oddanych sobie ludzi, ich fałszywe filozofie, ideologie, moralny rozkład i terror.

- Boże - modliłem się w duchu - daj nam łaskę zrozumienia, że wszystkich i wszystko stworzyłeś dla swej chwały i bez niej człowiek nie znajdzie ani pokoju, ani szczęścia.

Pamiętam, że Ewangelia tego dnia mówiła o przemienieniu wody w wino. Wzywała do Chrystusowej metanoi, przemiany, ukształtowania człowieka na miarę Bożą, jedyny sprawdzian naszej moralnej wartości i jedyny miernik prawdziwej kultury i postępu.

Credo in unum Deum... Wierzę w jednego Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi..

Poza światem rzeczy widzialnych, z gruntu niestałych i przemijających, trzeba dostrzegać świat niewidzialny, który ukazuje nam wiarę. Kryje ona w sobie tajemnice rzeczywistości Bożej, niezmiennej, wiecznej.

Trzeba uświadomić sobie, że jest Bóg dobry i sprawiedliwy, który wszystko stworzył, wszystkim rządzi i wszystko kocha, bo jest Miłością. Chrystus polecił nazywać Go Ojcem i kochać, czyli pełnić Jego wolę.

Et in Spiritum Sanctum... Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela...

Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad zagubionym dziś światem. Jesteś Mocą, wspomagaj nas w słabości. Jesteś światłem, jasnością wiary oświecaj nasze umysły. Jesteś Miłością, ogrzej zziębnięte serca.

Sine Tuo Nomine...

Bez Ciebie, Duchu Boży, jest w człowieku tylko słabość i nędza.

Et expecto... I oczekuję wskrzeszenia umarłych i życia wiecznego w przyszłym świecie. Amen.

Umarli!

Odeszli od nas pełni młodości i życia. Śmierć, niestrudzenie i nieustannie pełni swe bezlitosne dzieło. Czy nas oszczędzi? „Bądź wola Twoja". Duch jest nieśmiertelny. A ciało?

Wierzę, że Stwórca, z którego woli żyję, po mej śmierci wskrzesi w wiadomym sobie czasie moje obrócone w proch ciało. Wskrzesi nas wszystkich. Ten, który trzeciego dnia zmartwychwstał, potwierdził prawdę o naszej nieśmiertelności

Wierzę... ale „zaradź, Panie, niedowiarstwu memu", przypominają mi się słowa ewangelicznego biedaka, który wśród łez błagał Chrystusa o uzdrowienie beznadziejnie chorego syna.

Nadchodził moment Ofiarowania.

W pierwszych wiekach Kościoła lud zbliżał się do ołtarza z darami Teraz milczące szeregi stały w ciszy. Składając Bogu owoce ziemi, chleb i wino, które za chwilę miały się stać Ciałem i Krwią Pańską - ofiarą za zbawienie świata - myślałem o najpiękniejszych owocach polskiej ziemi, o stojących przed ołtarzem chłopcach i dziewczętach, których ciała i krew, być może, dziś lub jutro staną się ofiarą za ocalenie Ojczyzny. Myślałem jednocześnie, że wartość i celowość ludzkiego życia mierzy się wyłącznie miłością, a ta wymaga ofiary.

Odmawiałem Modlitwę Eucharystyczną i słowa Konsekracji. Nachylając się nad Hostią i Kielichem uświadamiałem sobie cud Przeistoczenia. Oto zjawia się na wezwanie człowieka Ten, który Jest, Ponadczasowy, Wszechmocny i Miłujący, a ta odrobina chleba i kilka kropel wina kryją w swej nikłej, materialnej postaci Rzeczywistość Boską, wstępującą w ludzkie życie.

Pan mój i Bóg mój!

Wznosząc ku górze Hostię i Kielich Krwi Pańskiej oddawałem Chrystusowi samego siebie, asystujących kolegów-kapłanów, klęczących żołnierzy i wszystkich obecnych w polowej kaplicy. Oddawałem Mu naszych chorych i rannych, i całą Polskę walczącą. Oddawałem Mu nasz ból, gorycz zawodu, nasze poświęcenie, krwawy trud i nieznaną przyszłość. Jezus przychodzi do nas, jak przyszedł niegdyś do apostołów, „zatarasowanych" w bojaźni przed Żydami. Jest z nami, jak niegdyś w łodzi Szymona w czasie przeprawy przez Morze Galilejskie. Zerwała się wówczas burza. Fale miotają łodzią. Wody się piętrzą, kłębią. Wichura huczy złowrogo i za chwilę rzuci mizerny statek w morską otchłań. A on spał!

Panie! - wołali przerażeni uczniowie - ratuj nas! Giniemy! -

Obudził się i rzekł: - Czemu bojaźliwi jesteście, małej wiary? - po czym rozkazał wiatrom i burzy i stało się uciszenie wielkie".

Teraz jest tutaj. Zamiast na biblijnym tronie, czy na archanielskich skrzydłach, spoczywa na drewnianej pace przykrytej szpitalnym prześcieradłem. Stajnia w Betlejem, ciemna izba Wieczernika, wzgórze Trupiej Czaszki i ten powstańczy ołtarz, to tajemnica Jego miłości, nieustannie odradzającej się i zbawiającej świat. Za chwilę Jezus zstąpi z ołtarza, aby wzmocnić nas swą Boskością. I nigdy przedtem, ani potem nie byłem tak pewny, że Zbawiciel jest z nami i swoją obecnością ogarnia nie tylko ulicę Świętokrzyską, ale całe walczące miasto i wszystkie pobojowiska ziemi Miłość Ukrzyżowanego przedziera się, jak blask słoneczny, przez opary ludzkiej nienawiści i nachyla się nad cierpieniem człowieka.

Oddawałem Mu tych, którzy odeszli z tego świata:

Memento etiam Domine... Pomnij, Panie, o sługach i służebnicach Twoich, którzy nas wyprzedzili, i naznaczeni znakiem wiary, śpią snem pokoju.

A więc tylko nas wyprzedzili, wcześniej odeszli. Nie zginęli, nie obrócili się w nicość. Żyją, choć padli w walce od kul, bomb, granatów, choć strawił ich ogień w zbombardowanych szpitalach. Żyją, choć ich torturowano w Alei Szucha i dobijano w gruzach Ghetta, mordowano w lagrach, duszono cyklonem, palono w krematoriach, topiono w wodzie. „Naznaczeni znakiem wiary, śpią snem pokoju". Żyją, przecież On zapewnił: „Kto we mnie wierzy, choćby umarł, żyć będzie".

Wspominając w Memento imiona moich najbliższych, oraz poległych w dawnych powstaniach i walkach o niepodległość, modliłem się gorąco za dusze żołnierzy, których chowałem na prowizorycznych cmentarzach. Jak ciężko było kapelanowi stać nad wykopanym dołem, odmawiać modlitwy za zmarłych i skrapiać wodą święconą zawinięte w prześcieradła ciała chłopców i dziewcząt.

Wspomniałem również imiona małżonków, zmarłych przed kilku dniami. Przyniesiono ich do szpitala z ulicy, śmiertelnie poparzonych przez wybuch miny. Mieli wypalone oczy, a ich twarze, piersi i ręce były czarne jak heban. Celowo oddzieliliśmy ich od siebie. Codziennie zanosiłem im Komunię św. Tragiczny los i cierpienie znosili spokojnie. Wzruszała mnie ich miłość. Żadne nie myślało o sobie. Pełniłem smutną rolę łącznika, pocieszając jedno i drugie, według otrzymanych poleceń:

- Tylko niech ksiądz kapelan nie mówi mojej żonie, że bardzo cierpię i duszę się. Proszę ją pocieszać, że czuję się nie najgorzej. Błagam księdza, róbcie, co możecie, aby ją uratować. Podobnie mówiła żona:

- Proszę księdza, niech ksiądz kapelan podtrzymuje na duchu mego męża... Bardzo go kocham, to szlachetny i dobry człowiek. Niech ksiądz poprosi panią doktor, tę, która do mnie przychodzi. Nie wiem, jak wygląda, bo nie widzę, ale jest troskliwa; niech ona też pamięta o mężu...

Kiedy po trzech dniach męczarni biedak umarł, powiedziałem jego żonie prawdę: - Mężowi jest dobrze. Nie cierpi. Proszę się o niego nie martwić. Tego samego dnia, wieczorem, i jej „było już dobrze".

Zbliżała się Komunia św.

Żołnierze, składając na posadzce hełmy i broń, podchodzili do ołtarza.

Corpus Dominu.. Ciało Pana naszego, Jezusa Chrystusa, niech strzeże duszy twojej na życie wieczne. Amen -

mówiłem kładąc na ich ustach Przenajświętszy Sakrament.

Przeminie wojna ze swym obłędem i męką; na wieczne zatracenie pójdą bezbożni nikczemnicy, którzy dla zaspokojenia ambicji, dla zdobycia władzy i bogactw pędzą narody na rzeź. Ale wy, gdy-byście nawet polegli za Bożą sprawę, będziecie nieśmiertelni.

W Modlitwie po Komunii wraz z całym kościołem prosiłem Boga o pomoc i opiekę: Wspomagaj, Panie, lud, który uświęcasz eucharystycznym Ciałem i Krwią Swoją i za przyczyną Najświętszej Bogurodzicy broń nas od wszystkich niebezpieczeństw i błogosław nam we wszystkich dobrych poczynaniach, Przez Chrystusa, Pana naszego.

Ite, missa est!

Idźcie w świat nabrzmiały cierpieniem, oszalały walką, idźcie w płonące gruzy i wśród huku pękających granatów, wycia bombowców, jęku umierających, których nienawiść pozbawia życia, walczcie o Chrystusową miłość.

Zakończyłem Mszę znakiem krzyża.

*

Stałem zwrócony do oddziałów i mówiłem o Matce Bożej, która jest z nami na naszych pobojowiskach. Zna ludzką dolę, stała bowiem pod krzyżem Syna i dzieliła z Nim wszystek ból świata. Powołana przez Boga na Matkę Zbawiciela ludzkości, uczestniczy w cierpieniu każdego człowieka.

Mówiąc to, spoglądałem na stojącą w pobliżu ołtarza starszą, siwą kobietę, która w tej chwili wydawała mi się symbolem wszystkich matek. Mieszkała na Mokotowie. Dowiedziała się, że jej syn został ranny w akcji. Przyszła do nas kanałami. Znaliśmy tę drogę: tylko miłość mogła ją przebyć. Odnalazła go. Było ich tylko dwoje. Ojciec zginął. Ten młody inteligentny mężczyzna leżał w naszym szpitalu z przestrzelonymi nogami Widziałem radość ich powitania. Syn szybko odzyskiwał zdrowie. Niestety, chęć walki była silniejsza od rozsądku. Tłumaczyłem mu, że w tej chwili nie nadaje się do akcji. Nieraz trzeba biec, przeskakiwać, padać, kryć się, a on jest wysoki i do tego kuleje. Nie przekonałem go. Uciekł z obandażowanymi nogami.. Przyniesiono go, tym razem, z przestrzelonymi płucami. Wkrótce zmarł.

Biedna matka, stoi na Golgocie i słucha opowieści o Matce Bolesnej. Jedna pociesza drugą.

Przemawiałem do zebranych całym sercem i wiarą. Cokolwiek się stanie, to z wiedzą i wolą Ojca, który przecież widział mękę swego Syna i Jego Matki. - Ona myśli o nas - mówiłem. - Dziś Jej, Częstochowskiej Maryi dzień święty. Obroniła niegdyś Jasną Górę, gdy potop zalewał Polskę. Jego brudne wody rozbiły się o Klasztor Jasnogórski, a właściwie o te nieliczne, mężne serca, które przysięgając wierność Bogu i Ojczyźnie zaufały Matce Bożej. Wróg ze wstydem musiał uciekać. Dziś inny nieprzyjaciel Boga, ludzi i naszego narodu oblega nas zewsząd. „Tłum napastników czyha na nasze życie", ale ona nas widzi i słyszy.

W tej chwili warkot nurkującego bombowca zagłuszył moje słowa. W mgnieniu oka ujrzałem skrzydła naznaczone czarnym krzyżem, i jednocześnie potężny wybuch wstrząsnął gmachem. Tłum przed ołtarzem zakołysał się jak łan zboża od podmuchu wichury. Rozległy się krzyki przerażenia. Żołnierze nie ruszyli się, ale ludność rzuciła się do ucieczki

- Spokojnie! Nic się nie stało! Jesteśmy pod opieką Matki Boskiej - zawołałem. Bałem się. Część gmachu była odsłonięta, ludzie stali pod gołym niebem. Mówiłem jednak sło¬wami Pisma Św.: „Szatan krąży jak lew ryczący naokoło nas, szukając kogo by pożarł... Krąży nad nami, nad naszą ziemią i nad całym światem, niosąc krzywdę i mord. Ale to już ostatek jego szaleństw i zbrodni. Walczymy z nim mocą wiary".

Cień bombowca znów przemknął nad salą i huk ponownie zakołysał gmachem. Ale nikt nie uciekał. Wszyscy stali spokojnie, zapatrzeni w ołtarz.

Słowo Boże dobiegało końca. Wybuchy bomb oddalały się. Trzeba się śpieszyć. Po nalocie są ranni i przywaleni gruzem.

W słoneczny błękit, przebijający przez czarne dymy, uderzył potężny śpiew:

Boże, coś Polskę...

Żołnierze poszli do akcji...

Ofiara trwała dalej.


Źródło: Stanisław Tworkowski, Ostatni zrzut. Opowiadania i nowele
Wydawnictwo "Michalineum", Marki – Struga k. Warszawy – 1984
(I wydanie – Katolicki Ośrodek Wydawniczy "Veritas" w Londynie.

Jak ciężko jest kapelanowi stać nad wykopanym dołem i skrapiać wodą święconą zawinięte w prześcieradła ciała chłopców i dziewcząt...

Ksiądz Stanisław Tworkowski jako młody ochotnik zaciągnął się w roku 1918 do Korpusu Dowbora. Potem wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie. W roku 1920 uczestniczył w jej obronie jako sanitariusz Ochotniczej Armii gen. Hallera. W okresie międzywojennym był kapelanem Archidiecezji Warszawskiej i dał się poznać, szczególnie młodzieży, jako dobry prefekt, duszpasterz i wychowawca.
W czasie II wojny światowej był jednym z czołowych kapelanów AK w stopniu pułkownika (pseudonim Jacek).
Ksiądz Tworkowski z wyczuciem urnie opowiadać o bohaterstwie żołnierza polskiego, wydobywając spod skorupy cynizmu czy rubaszności żołnierskiej istotne wartości duchowe - miłość Boga i Ojczyzny. Opowiadania księdza Tworkowskiego czyta się przeżywając wraz z Autorem i bohaterami ich dramaty i wzloty. I w tym tkwi wartość opisanych przykładów, krzepiących i umacniających wszystkich tych, którzy nie poddali się oportunizmowi i stale walczą o nieprzemijające wartości duchowe.
Swoje myśli i wspomnienia z okresu okupacji i Powstania Warszawskiego ksiądz Tworkowski zapisuje z nadzieją na sprawiedliwość i opiekuńczą dobroć Boga. Wierzy, że przeminie wojna ze swoim obłędem, z męką, pójdą na wieczne zatracenie bezbożni nikczemnicy, a ci, co polegli za Bożą sprawę x będą nieśmiertelni.
Modli się za dusze poległych i wyznaje: Jak ciężko jest kapelanowi stać nad wykopanym dołem i skrapiać wodą święconą zawinięte w prześcieradła ciała chłopców i dziewcząt...
W całej. książce przewija się myśl o wartości i celowości życia ludzkiego, które mierzy się wy łącznie miłością, a ta niejednokrotnie wymaga walki o Bożą sprawę i nawet ofiary z życia.
Dużo miejsca poświęca ksiądz Tworkowski opisaniu roli, jaką w tych tragicznych dniach odegrało polskie duchowieństwo i przypomnieniu tych, którzy polegli w czasie pełnienia obowiązków kapłańskich. Na pewno pozostanie nam w pamięci świadectwo Hansa Franka: katolicyzm nie jest w tym kraju wyznaniem, a koniecznością życiową. Polacy zatem bronią nie tylko swej wolności i bytu, ale walczą o najwyższe wartości ducha, ukształtowane w nich w ciągu tysiąclecia przez chrześcijaństwo.
Gdy ludzkie kalkulacje zawodzą, gdy zawodzą sojusznicy i alianci, żołnierz polski kierował swój wzrok w niebo, by czerpać moc u Źródła wszelkiej mocy i miłości.
Drugie wydanie książki (1984), poprawione i uzupełnione, ukazało się dzięki życzliwości i duszpasterskiej trosce Dostojnego Autora. W podjętym przedsięwzięciu chodzi przede wszystkim o to, by czyny bohaterów minionych lat, ich budząca podziw determinacja i przelana krew w obronie niezniszczalnych wartości zostały zachowane w pamięci. Co więcej, promieniowanie tych wartości powinno wycisnąć twórcze znamię na formacji nowych pokoleń Polaków.
Niestety, ta niezwykle cenna książka już nie była wznawiana z wielką szkodą dla, zwłaszcza młodych czytelników.

Ks. Stanisław Tworkowski – Introibo ad altare Dei

Wnijdę do ołtarza Bożego

W kościele, który jakimś cudem ocalał w tej krainie zniszczenia i śmierci, było cicho i pusto. "Prawdziwy kościół poległych” – myśli Tomasz i przypomina sobie baśń z lat dziecięcych o Mszy duchów, odprawianej w noc zaduszną.
Niedługo... Dziś ostatni dzień października...
Przed oczyma przesunęły mu się twarze kolegów, zawzięte, nieulękłe, choć chłopcy idą na pewną śmierć.
Ave Patria, morituri te salutant...
A może rzeczywiście zbiorą się w tę noc listopadową, pełną zaduszkowych tajemnic? Pluton za plutonem, kompania za kompanią, cała armia podziemna, na wielką Mszę Poległych?
Tomasz rozgląda się po świątyni. Przed pięciu wiekami ufundowała ją pobożna księżna, Anna Mazowiecka. Od tego czasu kościół dzielił losy miasta: pożary, najazdy, grabieże. Tutaj nawoływał do pokuty błogosławiony Ładysław z Gielniowa. Relikwie Świętego strzegą miasta i kościoła, który ocalał, choć we wrześniu 1939 roku, bomby zburzyły kaplicę Matki Boskiej, a w sierpniu 1944 roku spłonął dach.
„Kościół Kasi”, myśli Tomasz, patrząc na votum młodzieży akademickiej z czasu sławnej jasnogórskiej pielgrzymki.
W okresie okupacji oboje przychodzili tutaj na groby i wspólnie przeżywali ich wymowną symbolikę. Tomasz dziwił się, dlaczego Niemcy nie strzelali do tłumów, które w Wielką Sobotę ciągnęły tu z całego miasta. Może powstrzymywał hitlerowskich bezbożników lęk przed tajemnicą grobu, kryjącego w sobie wieczne życie? Może onieśmielała ich potęga wiary naszego ludu, który czekał na Chrystusowe i własne zmartwychwstanie? A może ofiara księdza rektora Edwarda Detkensa, przyjaciela młodzieży, zamordowanego w Dachau i zasługi ks. Tadeusza Jachimowskiego, drugiego duszpasterza akademików, który zginął w Powstaniu, chroniły Polaków nawiedzających groby?
Tomasz przypomina sobie grób z pierwszego roku wojny. Mówił on o wrześniowej klęsce. Szczątki rozbitego ołtarza, rozwalony konfesjonał, krzyż z dwóch zwęglonych belek wstawiony w wypalone okno kaplicy... Całe to spustoszenie Domu Bożego wywierało przygnębiające wrażenie. Jedyną nadzieją był Chrystus. Spoglądał ze swej monstrancji, jaśniejącej w czerwieni świateł, niczym w blasku dogasającej łuny.
W drugim roku wojny wzruszającą wymowę miały żołnierskie krzyżyki, zatknięte w małych kopcach piasku. Przytulone do grobu Zbawiciela, były symbolami polskich mogił rozsianych po całym świecie.
W roku 1942, kiedy zdawało się, że brunatne hordy zaleją świat, niezłomna wiara Polaków snuła wizję Zmartwychwstania. Wśród ruin stał krzyż, obok pług, symbol odbudowy. Przerwany kolczasty drut zasieków zapowiadał wolność.
Najbardziej przeżył Tomasz grób roku 1943.
W słonecznym blasku jaśniała Hostia. Figura Zbawiciela spoczywała w zieleni. Gałązki wierzbiny, wyrastające z grubego pnia, kojarzyły mu się z piosenką leśnych żołnierzy: „Nie szumcie, wierzby, nam...” Straż przy grobie pełnił szereg stojących na baczność cieni, symbol żołnierzy Armii Krajowej.
Ostatniego grobu Tomasz nie widział. W tym czasie jego pluton brał udział w akcji. Natomiast wywarł on głębokie wrażenie na Kasi. Opowiadała mu o nim. Ukazywał tragiczną rzeczywistość: mur, a przy nim krzyże.
Tak... Tylko tyle pozostało.
Przypomniał sobie moment odzyskania przytomności w podziemiach PKO. Jasno oświetlona sala. Nachyla się nad nim doktor „Justyna”. Na twarzy skupienie i powaga. Delikatne palce umiejętnie opatrują ranę. Wokoło młode, ładne siostrzyczki w białych fartuchach z opaskami Czerwonego Krzyża. Prawdziwy raj po piekle Starego Miasta. Ale już piątego dnia potężny gmach walił się, jego zaś wyniesiono gdzie indziej. Później, jeszcze raz czyjeś ofiarne ręce pomogły mu wydostać się z płonącego szpitala. Potem kapitulacja. Obóz. Naloty sprzymierzonych. Wyzwolenie i powrót.
Zapisał się na uniwersytet. Spotkał wielu dawnych kolegów i przyjaciół. Nie wszyscy zginęli, nawet ci z „Parasola” i „Zośki”. Ale Tomasz nie może się dostosować do nowych form życia. Wszystko jest mu obce, tylko ruiny Starówki ciągną z nieprzepartą siłą. Wciąż myśli o Kasi i odwiedza opustoszały ogród Krasińskich, gdzie we wspólnej żołnierskiej mogile spoczywają jej zwłoki. Kim była dla niego? Jaką rolę odegrała w jego życiu?
Poznał ją pewnego wieczoru, gdy przenosili do szkoły na Królewskiej paczki z zapalnikami do granatów. Tomek był wówczas roztrzepanym chłopcem, choć pozował na dorosłego i miał dużo pewności siebie. Mówił, że jest niewierzący, choć na Mszę chodził i wieczorem odmawiał pacierz. Świat duchowego życia obudziła w nim dopiero Kasia.
Tomasz znał dużo dziewcząt. Wiele z nich lekceważył. Były hałaśliwe, paliły papierosy i miały brzydko umalowane usta. Zapewne nie były one złe, ale Tomasz miał wrodzoną odrazę do kobiet o manierach prostackich, które bezmyślnie, dla głupiej mody, zatracają swój wdzięk. Od chwili pierw-szego spotkania widywał Kasię prawie codziennie. Należeli do jednego zgrupowania. Kasia studiowała polonistykę i pomagała matce, on zaś był na trzecim roku tajnej medycyny.
Tomasz często zmieniał mieszkania. Był śledzony. Ojciec jego, oficer, poległ pod Łomżą. Rodzeństwo się rozproszyło. Chłopiec utrzymywał łączność jedynie z matką, która daleko nad Narwią polecała go Bogu. Odkąd poznał Kasię, te dwie kobiety: jedna o zatroskanej, zmęczonej twarzy i dobrych, szarych oczach, druga o jasnym, dziewczęcym spojrzeniu, związały się w jego duszy w serdeczną całość.
Kiedyś podpił sobie z kolegami i przyszedłszy do domu Kasi, która była wówczas sama, plótł trzy po trzy, a w końcu ogarnął dziewczynę ramieniem. Odsunęła go delikatnie i z powagą – Tomek, wiesz, że cię lubię, i właśnie dlatego chcę, abyśmy się wzajemnie szanowali.
Tomasz rozgniewał się. Powiedział kilka przykrych słów i wyszedł, trzaskając drzwiami. Wrócił po miesiącu. Kasi nie było w domu, ale matka jej przyjęła go grzecznie. Musiał zostać na obiedzie. Było mu smutno. Wychodząc, zauważył na biurku książkę „Dziedzictwo” Wybranowskiego. Otworzył ją w miejscu założonym zakładką i przeczytał tekst lekko podkreślony ołówkiem: „Wstyd kobiety i honor mężczyzny to dwie wielkie instytucje naszej cywilizacji”. Zrozumiał... Kasia wydała mu się teraz jeszcze bliższa i droższa.
Kiedyś po powrocie z majowego nabożeństwa zastanawiali się oboje nad treścią kazania ks. Jacka. Szczupły, o miłym głosie i dobrej dykcji ksiądz przemawiał do młodzieży w kościele Pokarmelickim. Tematem nauki było zagadnienie miłości. Ksiądz określał miłość jako akt duszy, zdolnej do poświęcenia się na rzecz Boga, człowieka lub idei. Miłość – tłumaczył słuchaczom – nie jest tylko sprawą uczucia, które może być nawet złym doradcą i szkodzić miłości. Tym bardziej nie jest ona egoistycznym poszukiwaniem własnej przyjemności. Mnóstwo ludzi utożsamia miłość z pożądaniem. Jest to błąd. Popęd zmysłowy to głos instynktu wzywającego do zachowania gatunku. Celowy i dobry, jest jednym z istotnych składników miłości małżeńskiej, ale sam przez się nie jest miłością: ma jej tylko służyć. Ksiądz podkreślał znaczenie rozumu i woli w akcie miłości. Rozum poznaje dobro, wola skłania do realizacji, a uczucie zachęca lub przeciwnie, może nawet odciągnąć od złożenia ofiary. Najlepszy żołnierz czuje się źle pod ulewą granatów, a jednak trwa na posterunku. Bohaterski i święty Polak, ks. Jan Beyzym, nie szukał przyjemności na Madagaskarze. Oddał życie za swoich nieszczęśliwych, opuszczonych chorych.
Pewnego razu Kasia zapytała Tomka, jak sobie wyobraża życie po wojnie.
– Pójdziemy do cywila – odpowiedział śmiejąc się – a twój ks. Jacek da nam ślub.
Ale Kasia poruszyła przecząco głową.
– To nie jest takie pewne, życie kryje w sobie tyle niespodzianek... A później? Jak nagle to wszystko się stało!
Pierwsze zwycięstwa. Biało-czerwone sztandary. Uniesienie, radość, którą wkrótce stłumiły bombowce. I koniec.
Dopiero teraz zauważył nad ołtarzem wielki krzyż z figurą Chrystusa. Gdzieś już widział ten wstrząsający krucyfiks. Ale kiedy to było i gdzie? Usiłuje sobie przypomnieć... Czyżby na Freta, w drugiej połowie sierpnia?
Był dowódcą plutonu i miał wykonać przeciwnatarcie. Tak się nieoczekiwanie i tragicznie złożyło, że rozkaz ten przyniosła Kasia.
Nie widział jej od wybuchu powstania.
– Tomek, jak się cieszę, że mogę cię zobaczyć. Codziennie modlę się za ciebie. Uścisnęli sobie dłonie po żołniersku, z całego serca.
Przeczytał rozkaz.
– Zaczekaj, Kasiu, porozumiem się z kolegami.
Wbiegł do bramy. Na małym podwórku zgrupowany był jego pluton. Ona została na zewnątrz.
W tej chwili nadleciały samoloty i spadły bomby. Potężny wybuch wstrząsnął domem, runęła sciana. Tomasz stracił przytomność. Gdy ją odzyskał, chłopców już nie było. W miejscu, gdzie stali, wznosiły się zwały gruzów. Nie mogąc wstać, wyczołgał się z bramy. Na ulicy, odrzucona przez podmuch, leżała dziewczyna.
– Kasiu, Kasieńko! – wołał, usiłując przekrzyczeć ryk motorów i rozrywających się bomb. Nad nieszczęsną placówką bezustannie nurkowały bombowce. Ziemia drżała. Świat walił się i rozpadał wśród świstów, grzmotu i wycia maszyn. Odłamki murów, żelazne wiązania stropów, szczątki jakichś mebli wyrzucone w górę siłą wybuchów, spadały w dymiącą otchłań. Z dymu i kurzu strzelały w niebo czerwone języki ognia.
Tomasz najwyższym wysiłkiem woli podniósł się i wziął dziewczynę na ręce.
Otworzyła oczy.
– Tomek, żyjesz... Zobacz się z moją matką. Mój Boże! Krew rzuciła się jej ustami i ręce bezwładnie opadły w dół.
Niosąc ranną dotarł do następnej bramy, gdzie spotkał dowódcę odcinka i złożył raport.
Kazano mu iść do szpitala. Powlókł się za noszami, na których sanitariuszki niosły Kasię. W drodze chwycił ich kolejny nalot. Skryli się w kościele św. Jacka. W tym samym momencie na świątynię spadły bomby. Tomasz został powtórnie ranny. Tracąc przytomność, jak przez mgłę, po raz ostatni zobaczył Kasię. Leżała w skrwawionej, popielatej od kurzu i wapna żołnierskiej bluzie na posadzce świątyni. Nie żyła.
Po kilku dniach chłopiec dźwignął się na nogi. Były to ostatnie chwile Starówki. Wkrótce potem nastąpił odwrót i Tomasz, po raz trzeci ranny, jakimś cudem przedostał się kanałami do Śródmieścia. Teraz przeciera oczy. Wszystko się skończyło. A co dalej?
Przy drzwiach zakrystii rozległ się głos dzwonka. Stary, zgarbiony ksiądz z kielichem w dłoniach szedł do ołtarza. Poprzedzał go z mszałem, mały, może dwunastoletni chłopiec. Tomasz zauważył na bluzce ministranta wstążeczkę Krzyża Walecznych. Przeżegnał się z kapłanem, którego niski, drżący głos rozległ się w pustej świątyni.
Introibo ad altare Dei – Wnijdę do ołtarza Bożego.
Ad Deum, qui leatificat juventutem meam – do Boga, który uwesela młodość moją – odpowiedział chłopiec.
– O Boże, gdzie jest nasza młodość? Gdzie nasze wesele?
Tomasza ogarnęła rozpacz.
Chciał się zerwać i uciec z kościoła, ale się opanował. Spojrzał na krzyż. Wydało mu się, że przymknięte powieki Chrystusa drgnęły i wzrok Cierpiącego spotkał się z jego spojrzeniem.
Słyszy najwyraźniej głos: Tomaszu, pójdź za mną!
Wszystko to dzieje się w niezmiernie krótkim czasie, chyba w tysiącznej cząsteczce sekundy. Drży ze wzruszenia, a duszę jego olśniewa nagle wielka jasność i ogarnia bezmierny spokój.
– Boże miłosierny i najlepszy, teraz rozumiem wszystko... Przeprowadziłeś mnie przez walkę, cierpienie, miłość ludzką, abym odnalazł Ciebie. Wzywasz mnie do innej żołnierki, na inną placówkę. Mam walczyć o Twoją miłość w świecie rozdartym przez nienawiść i rozkładanym przez niewiarę. Mam walczyć o Twoją Polskę.
Do uszu Tomasza dochodzą słowa starca, dalekie, jak gdyby z zaświatów: Ite, missa est... Dokonała się Boża i moja ofiara. Otom stary i niedołężny. Czas mego bojowania już się kończy.
Tomasz zrywa się z klęczek. Jest skupiony, jak przed pierwszym atakiem. To on ma zająć miejsce odchodzącego kapłana. Rozkaz! Idę!

Źródło: Stanisław Tworkowski, Ostatni zrzut. Opowiadania i nowele
Wydawnictwo "Michalineum", Marki – Struga k. Warszawy – 1984
(I wydanie – Katolicki Ośrodek Wydawniczy "Veritas" w Londynie.

Jak ciężko jest kapelanowi stać nad wykopanym dołem i skrapiać wodą święconą zawinięte w prześcieradła ciała chłopców i dziewcząt...

Ksiądz Stanisław Tworkowski jako młody ochotnik zaciągnął się w roku 1918 do Korpusu Dowbora. Potem wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie. W roku 1920 uczestniczył w jej obronie jako sanitariusz Ochotniczej Armii gen. Hallera. W okresie międzywojennym był kapelanem Archidiecezji Warszawskiej i dał się poznać, szczególnie młodzieży, jako dobry prefekt, duszpasterz i wychowawca.
W czasie II wojny światowej był jednym z czołowych kapelanów AK w stopniu pułkownika (pseudonim xJacekx).
Ksiądz Tworkowski z wyczuciem urnie opowiadać o bohaterstwie żołnierza polskiego, wydobywając spod skorupy cynizmu czy rubaszności żołnierskiej istotne wartości duchowe x miłość Boga i Ojczyzny. Opowiadania księdza Tworkowskiego czyta się przeżywając wraz z Autorem i bohaterami ich dramaty i wzloty. I w tym tkwi wartość opisanych przykładów, krzepiących i umacniających wszystkich tych, którzy nie poddali się oportunizmowi i stale walczą o nieprzemijajqce wartości duchowe.
Swoje myśli i wspomnienia z okresu okupacji i Powstania Warszawskiego ksiądz Tworkowski zapisuje z nadzieją na sprawiedliwość i opiekuńczą dobroć Boga. Wierzy, że przeminie wojna ze swoim obłędem, z męką, pójdą na wieczne zatracenie bezbożni nikczemnicy, a ci, co polegli za Bożą sprawę x będą nieśmiertelni.
Modli się za dusze poległych i wyznaje: xJak ciężko jest kapelanowi stać nad wykopanym dołem i skrapiać wodą święconą zawinięte w prześcieradła ciała chłopców i dziewcząt...x
W całej. książce przewija się myśl o wartości i celowości życia ludzkiego, które mierzy się wy łącznie miłością, a ta niejednokrotnie wymaga walki o Bożą sprawę i nawet ofiary z życia.
Dużo miejsca poświęca ksiądz Tworkowski opisaniu roli, jaką w tych tragicznych dniach odegrało polskie duchowieństwo i przypomnieniu tych, którzy polegli w czasie pełnienia obowiązków kapłańskich. Na pewno pozostanie nam w pamięci świadectwo Hansa Franka: xkatolicyzm nie jest w tym kraju wyznaniem, a koniecznością życiowąx. xPolacy zatem bronią nie tylko swej wolności i bytu, ale walczą o najwyższe wartości ducha, ukształtowane w nich w ciągu tysiąclecia przez chrześcijaństwox.
Gdy ludzkie kalkulacje zawodzą, gdy zawodzą sojusznicy i alianci, żołnierz polski kierował swój wzrok w niebo, by czerpać moc u Źródła wszelkiej mocy i miłości.
Drugie wydanie książki (1984), poprawione i uzupełnione, ukazało się dzięki życzliwości i duszpasterskiej trosce Dostojnego Autora. W podjętym przedsięwzięciu chodzi przede wszystkim o to, by czyny bohaterów minionych lat, ich budząca podziw determinacja i przelana krew w obronie niezniszczalnych wartości zostały zachowane w pamięci. Co więcej, promieniowanie tych wartości powinno wycisnąć twórcze znamię na formacji nowych pokoleń Polaków.
Niestety, ta niezwykle cenna książka już nie była wznawiana z wielką szkodą dla, zwłaszcza młodych czytelników.

1944 – Powstanie Warszawskie – 2016

Polska nie chce umierać. Nie chce i nie umrze!
Ale Polacy muszą mieć tak wielką wiarę w życie narodu,
jak Kościół ma w żywot wieczny.

Stefan Kardynał Wyszyński - "Kromka chleba", 1 sierpnia


Krzysztof Kamil Baczyński

ELEGIA O CHŁOPCU POLSKIM

Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,
malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,
wyszywali wisielcami drzew płynące morze.

Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć,
gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.
Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg,
przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.

I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut x zło.
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?

 

"Pieta powstańcza" w kościele oo. paulinów, foto: Kazimierz Sadowski

Pieta powstańcza - Aneks do wspomnień o Powstaniu Warszawskim

Powstańcy, walczący na barykadach Warszawy w sierpniu i wrześniu 1944 r. czuli, jak zawsze w ważnych, dramatycznych momentach naszej historii opiekę Matki Boskiej Częstochowskiej. Oficjalnie ogłoszona przez Króla Jana Kazimierza Królową Korony Polskiej, w okresie międzywojennym, gdy Polska odzyskała niepodległość, nazwana Królową Polski. Jednakże uroczystość, która odbyła się już w następnym okresie historycznym, w 1978 roku była na pewno unikalna. Szef sztabu Komendy Głównej Armii Krajowej, gen. Tadeusz Pełczyński, obraz Jasnogórskiej Królowej Polski odznaczył Krzyżem Armii Krajowej (z legitymacją!). Jest to jedyny w historii Jasnej Góry dokument, w którym Matka Boska Częstochowska w swoim obrazie odznaczona została znakiem żołnierskiego męstwa! Nazywano Ją też Jasnogórską Hetmanką x obroniona była przecież Częstochowa i Polska przed nawałą szwedzką, a za naszych nieomal czasów powstrzymana została nawała bolszewicka w tzw. "Cudzie Wisły" (15 sierpnia 1920 r), gdzie napadając i podbijając Polskę, komunizm miał już objąć władzę w Niemczech i wkroczyć na zachód Europy. Gdzie byłyby jego granice x nie wiadomo!

A teraz wróćmy do Powstania Warszawskiego w 1944 r. i jego nieprzewidzianych następstw. W "Dodatku" zamieszczonego w "Dzienniku Polskim" z okazji 60-lecia Powstania Warszawskiego czytamy opis obrazu – medalionu, wykonanego przez Andrzeja Pityńskiego z Nowego Yorku, syna żołnierza Armii Krajowej. Ideę obrazu artysta wziął z fragmentu wiersza poety powstania Krzysztofa Kamila Baczyńskiego pt. xElegia o chłopcu polskimx:
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś reką.
Czy to była kula, synku, Czy to serce pękło?

Obraz - ikona, wykonany przez Pityńskiego zatytułowany "Powstańcza Pieta" został złożony w "amerykańskiej Częstochowie", w Doylestown. W 1990 r jej replika została odsłonięta w Warszawskim Kościele O.O. Paulinów.
Jak wygląda?
Na tle muru z czerwonej cegły i ruin dopalających się kamienic Starówki, Matka Boska "Pieta", przedstawiona została trzymając zamiast zmarłego Jezusa konającego żołnierza powstańczej Warszawy, małego harcerza... może jednego z najmłodszych obrońców? Matka Jasnogórska okryta jest błękinym płaszczem, ozdobionym symbolami Polski Walczącej (kotwica!). Głowa powstańca ogarnięta aureolą Matki. Przez pierś umierającego przewieszony jest pas nabojów, niemiecki hełm z biało-czerwoną opaską i napisem AK odrzucony do tyłu. Bezwładna dłoń konającego wspiera się na kolbie karabinu. Na ramieniu chłopca widnieje biało-czerwona opaska z harcerską lilijką, a na piersiach Jasnogórskiej Pani - medal z Orłem i napisem "Rzeczpospolita Polska".


"Hetmanka" tak jak podczas powstania, tak i teraz obecna jest z nami. Pomnik, dzieło architekta Tomasza Ziemskiego, "Pieta powstańcza" stanął w 1995 r. pobliżu Muzeum Niepodległości w Warszawie na straży narodowej pamięci. Jednakże narodowa pamięć, dzisiaj przy swojej ogromnej wadze, zaczyna obejmować szersze kręgi ludzkich losów i ich obronę. Dzisiaj palestyńskie niemowlę, szukające mleka u zabitej matki, czy libańskie dzieci, na które wali się szkoła, ich schronienie, gdzie z matkami miały znaleźć miejsca do spania, a znalazły śmierć - wszystko to łączy się w ponadczasowe, moralne wymiary, czego symbolem niech będzie ten chłopiec z AK, który walczył i umierał za niezniszczalne wartości, do jakich należy wolność!

Teresa Pfabé-Kamal, Kair,15 sierpnia 2006 r.

Pomnik "Polegli – Niepokonani" Gustawa Zemły na Cmentarzu Powstańców na Woli przy ul. Wolskiej/Sowińskiego. Kurhan pod pomnikiem kryje prochy 40-50 tys. mieszkańców Woli zamordowanych w pierwszych dniach powstania.

Foto: K. Sadowski


Sztuką jest umierać dla Ojczyzny,
ale największą sztuką jest dobrze żyć dla niej.

Stefan Kardynał Wyszyński - "Kromka chleba", 3 sierpnia


dr Zbigniew Osiński – "Przed godziną "W" 69. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego"

Opowiadania ks. Stanisława Tworkowskiego zaczerpnięte z książki "Ostatni zrzut"

Ks. Stanisław Tworkowski – "Oleum infirmorum"

Ks. Stanisław Tworkowski – "Ofiara"

Ks. Stanisław Tworkowski – "Introibo ad altare Dei"


Posłuchaj:

Deszcz jesienny <> Dorota <> Hej chłopcy bagnet na broń <> Marsz Mokotowa

Modlitwa obozowa <> Serce w plecaku <> Ukochana, ja wrócę

Śpiewa Mieczysław Fogg. Wersja cyfrowa z archiwalnych nagrań analogowych : KS

Przed godziną "W"
71. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego

Dyskusja i spory dotyczące Powstania Warszawskiego, momentu jego wybuchu, okoliczności podjęcia decyzji tych znanych od dziesiątków już lat i tych prawie zupełnie nieznanych jego skutków trwają od wielu lat. Tematyka Powstania Warszawskiego obecna jest wciąż w monografiach historycznych, rozprawach, esejach, artykułach, filmach i nadal wywołuje emocje nie tylko wśród uczestników krwawych sierpniowo-wrześniowych zmagań.

Nie ma tu wielkiego znaczenia, czy zgadzamy się z gen. dyw. Tadeuszem Komorowskim xBoremx, który wydał rozkaz rozpoczęcia powstania w stolicy, gdy uświadomimy sobie, że tak naprawdę tę decyzję wydano już znacznie wcześniej, bo 1 września 1939 roku. Nasze polskie NIE dla żądań niemieckich, pięciotygodniowa walka we wrześniu z dwoma przeciwnikami, a potem konsekwentny opór narodu polskiego, który ani na moment nie pogodził się z utratą swojego tak niedawno odzyskanego państwa, niejako automatycznie prowadził do powstania.

Słowem, nie po to istniało Polskie Państwo Podziemne ze wszystkimi potrzebnymi agendami od wojska, sprawiedliwości, łączności, rolnictwa po oświatę, by nie chcieć zawdzięczać sobie wolności. Żadna z organizacji podziemnych w dramatycznych chwilach historii Polski nie posiadała tak szerokiego zaplecza i poparcia społecznego, jak Polskie Państwo Podziemne, żadne z powstań nie cieszyło się takim udziałem ludności cywilnej. Powstanie po prostu było wypadkową decyzji władz polskich z 1939 r. Nie chcieliśmy być państwem "sezonowym" ani "karłem Traktatu Wersalskiego". Nie znaliśmy "pokoju za wszelką cenę".

Pod koniec lipca 1944 roku w Warszawie rozpoczyna się paniczna ewakuacja niemieckiej administracji, służb pomocniczych, opanowana jednak już 27 lipca. Do miasta zaczynają powracać bataliony policyjne i SS, w okolicach Skierniewic pojawia się dywizja pancerna.

27 lipca gubernator Dystryktu Warszawskiego, dr Ludwig Fiszer, chcąc zapobiec spodziewanemu przez Niemców wystąpieniu zbrojnemu, wydaje zarządzenie wzywające 100 tys. Polaków do stawienia się do robót fortyfikacyjnych wokół Warszawy. Rozkaz ten mieszkańcy ignorują. W tym samym czasie rozgłośnia "Kościuszko" sterowanego z Moskwy Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, który zainstalował się 23 lipca w Lublinie, nieustannie nawołuje lud Warszawy do wystąpienia przeciwko Niemcom. Komunikat zmieni się natychmiast po wybuchu powstania, bo już 2 sierpnia dla PKWN powstańcy to szaleńcy, a od 8 sierpnia faszyści spod znaku AK. W końcu lipca sowieci docierają do Wisły w okolicy Puław i Magnuszewa, są już w Kołbieli, Tłuszczu, Wołominie, Radzyminie.
W Warszawie 31 lipca pojawiają się pogłoski, że sowieci są już na Pradze, ale ofensywa Armii Czerwonej została zatrzymana z całą pewnością na rozkaz Stalina, choć nie można tego potwierdzić dokumentami.

Po bitwie pancernej pod Radzyminem (ten Radzymin!) w ostatnich dniach lipca, Armia Czerwona 8 sierpnia odzyskała ducha bojowego, a dowódcy 1. i 2. Frontu Białoruskiego złożyli najwyższemu dowództwu plan wyzwolenia Warszawy, podając 25 sierpnia jako dzień rozpoczęcia operacji. 8 sierpnia dowódcy Frontu Białoruskiego wydali już rozkazy operacyjne, przegrupowując swoje oddziały do natarcia, zakładając, że sowiecki Sztab Główny wyrazi zgodę na rozpoczęcie ofensywy na przedmoście warszawskie i samą Warszawę. Jednak oczekiwane pozwolenie nie nadeszło (Por. J. K. Zawodny, Powstanie Warszawskie w walce i dyplomacji, Warszawa 2005, s. 95-96).

31 lipca po południu gen. Tadeusz Komorowski "Bór", po porozumieniu się z Delegatem Rządu na Kraj, wicepremierem Janem Stanisławem Jankowskim ps. "Soból", wydał rozkaz podjęcia akcji zbrojnej, oznaczonej kryptonimem Godzina "W" z terminem wykonania 1 sierpnia 1944 roku o godz. 17.00.

W przeddzień wybuchu Powstania Warszawskiego siły polskie w Okręgu Warszawskim AK wynoszą około 50 tysięcy zaprzysiężonych, w tym KEDYW KG " zgrupowanie "Radosław" 2300 żołnierzy. Do walki w Godzinie "W" przystąpiło 270 żołnierzy AL, 120 PAL, 620 KB, żołnierze NOW-NSZ w większości podporządkowali się dowództwu AK. Do walki bezpośrednio na terenie Warszawy weszło około 24 tysięcy żołnierzy AK.

Powstańcom brakuje niezbędnego wyposażenia i uzbrojenia, jedynie 10% gotowych do podjęcia walki ma jakąkolwiek broń. Broni po stronie polskiej wystarczyłoby tylko na około 3500 żołnierzy, amunicji na 2 dni walk. W godzinie "W" część magazynów była niedostępna, a szereg transportów w dniu 1 sierpnia zostało zatrzymanych i przechwyconych przez Niemców. Stan uzbrojenia powstańców poprawił się w trakcie walki. Zdobywano niemieckie placówki, zabierano broń poległym Niemcom.

Po stronie niemieckiej wystąpiło około 16 tysięcy żołnierzy różnych formacji. Policja, żandarmeria, szkoła policyjna z Poznania, pociąg pancerny, personel pomocniczy jednostek artylerii. Nie były to jednostki najlepsze, niekiedy zdezorganizowane, pozbawione jednolitego dowództwa.

W pierwszych dniach sierpnia wyładowały się w okolicach Skierniewic jednostki spadochronowo-pancernej "Hermann Goering", jednostki pionierów i artylerii, przystąpiły do walki oddziały RONA (Russkoj Oswoboditielnoj Narodnoj Armii) brygadiera Bronisława Kamińskiego (urodzonego w Witebsku, jego ojcem był Polak, matką Niemka. Bronisław określał się zawsze Rosjaninem) złożonej z obywateli sowieckich najczęściej rosyjskiej i ukraińskiej narodowości (nie mylić z ROA gen. Własowa) i brygada Oskara Dirlewangera złożona częściowo z kryminalistów, wspomagana przez batalion azerbejdżański i wschodniomuzułmański pułk SS.


W czasie powstania dowództwo zostało uporządkowane i całością działań od 5 sierpnia dowodził gen. Erich von dem Bach. Łącznie w drugiej połowie sierpnia w Warszawie walczył już korpus niemiecki w sile około 25 tysięcy żołnierzy, a do końca powstania przeszło 50 tysięcy żołnierzy niemieckich brało udział w tłumieniu Powstania Warszawskiego.

Pierwsze dni powstania, od 1 sierpnia do 5 sierpnia.

Powstanie Warszawskie można podzielić na dwa okresy. Pierwszy to polska ofensywa do 4 sierpnia, a od 5 sierpnia przejęcie inicjatywy bojowej przez Niemców, choć wiemy, że to rozkaz gen T. Komorowskiego ps. "Bór" wieczorem dnia 4 sierpnia zatrzymał polskie natarcie (brak broni i amunicji).

Jak wyglądał bilans pierwszych dni powstania?

Stosunkowo najlepiej na Śródmieściu, bo opanowano prawie całą dzielnicę, ale nie zdobyto punktów o znaczeniu strategicznym, jak np.: centrale telefoniczne, dworce kolejowe, lotniska, wodociągi, Aleje Jerozolimskie " ta niezwykle ważna trasa wschód-zachód nie na każdym odcinku była w naszych rękach. Poza tym dzielnica została odcięta od reszty miasta, co spowodowało brak łączności między poszczególnymi obwodami.

Na Żoliborzu, gdzie padły pierwsze strzały w powstaniu, bo o godz. 13.50 w okolicach kościoła św. Stanisława Kostki, większość oddziałów wyszła do lasów, by po kilku dniach powrócić. Na Woli także część żołnierzy wyszła do lasów, reszta wzięła udział w dalszej walce. Dlatego Kedyw " zgrupowanie "Radosława" płk. Jana Mazurkiewicza znalazło się prawie od pierwszego dnia powstania na pierwszej linii frontu. Ochoty broniły tylko barykady przy Wawelskiej i Kaliskiej. Także na Mokotowie część oddziałów poszła w kierunku Lasów Chojnowskich i Kabackich, ale w rękach powstańców była prawie cała dzielnica na południe od ulicy Rakowieckiej po Woronicza, także Dolny Mokotów, Sadyba, Czerniaków. Nie udało się zdobyć ani lotniska na Okęciu ani polowego na Młocinach.

Na Pradze powstanie trwało tylko trzy dni i zostało prędko stłumione ze względu na wagę przedmościa praskiego dla całego frontu wschodniego.

1 sierpnia zdobyto najwyższy budynek ówczesnej Warszawy, Prudential przy placu Napoleona (dzisiaj Plac Powstańców Warszawskich), na którego dachu zawieszono ogromną polską flagę widoczną z bardzo dużej odległości, magazyny SS na Stawkach, gdzie batalion "Zośka" zaopatrzył się w słynne już potem "panterki", zdobyto gmach Wojskowego Instytutu Geograficznego w Al. Jerozolimskich, a na Pradze budynek Dyrekcji Kolei. Następnego dnia zdobyto Pocztę Główną, Państwową Wytwórnię Papierów Wartościowych, Elektrownię na Powiślu, budynek Arbeitsamtu przy pl. Małachowskiego. Także 2 sierpnia wychodzi pierwszy numer powstańczego Biuletynu Informacyjnego. Na Polach Mokotowskich rankiem drugiego dna powstania zmarła w wyniku postrzału sanitariuszka Dywizjonu "Jeleń", autorka pieśni Hej chłopcy bagnet na broń, Krystyna Krahelska (jej twarz uwieczniona została przed wojną w znajdującym się nad Wisła pomniku Syrenki warszawskiej).

3 sierpnia oddziały powstańcze zdobyły posterunek policji Nordwache przy Żelaznej, Dworzec Pocztowy nad linią kolejową i rejon pl. S. Starynkiewicza, który utrzymują do 12 sierpnia.

Pierwsze dni powstania to wielki entuzjazm całej ludności Warszawy. Warszawa po prostu tonęła w biało-czerwonych sztandarach. Może o tym zaświadczyć choćby ten epizod z walk na Śródmieściu. Otóż któryś z plutonów zgrupowania "Golskiego" otrzymał rozkaz zdobycia budynku Politechniki. Dowódca plutonu dziarsko maszerujący ulicą Lwowską, wydający głośno komendy swoim podwładnym, w ogóle nie krył się przed pociskami, kierował swoimi ludźmi tak, jakby to było przedstawienie teatralne na wolnym powietrzu, za co zebrał oklaski od zebranej na balkonach gawiedzi, żądnej walki ze znienawidzonym wrogiem twarzą w twarz.


Powstanie od samego początku ma charakter wielu bitew prowadzonych w poszczególnych dzielnicach. Niemcy nie usiłują stłumić od razu powstania na terenie całej Warszawy. Najpierw koncentrują się na zachodnich dzielnicach stolicy " Ochocie i Woli, potem atakują Stare Miasto, Powiśle, Sadybę, Czerniaków, Mokotów i Żoliborz. Śródmieście skapitulowało dopiero 2 października.

Rzeź na Woli

Pierwsze wiadomości o wybuchu Powstania Warszawskiego wywołują wściekłość i natychmiastową reakcję najwyższych władz III Rzeszy. Reichsfurer SS Heinrich Himmler przekazuje wydany przez Hitlera rozkaz zniszczenia miasta. Dodaje "Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy". Rozkaz ten był wykonywany już od pierwszych dni sierpnia bardzo precyzyjnie, z niemiecką dokładnością. Natarcie niemieckie, którego celem było odblokowanie tras przelotowych wschód-zachód, czyli ulice Wolska, Chłodna, Leszno, Górczewska, a przy tym uwolnienie gen. Stahela i jego oddziałów w Pałacu Saskim i w rejonie Ogrodu Saskiego, napotyka na opór w rejonie ulic Młynarska, Płocka, Okopowa, Towarowa i w rejonie pięciu warszawskich cmentarzy.

Zadanie przebicia się do północnego Śródmieścia i Starego Miasta otrzymała grupa Gruppenfürera SS i generała policji Heinricha Reinefartha. W jej skład wchodziły: Grupa Uderzeniowa Dirlewanger tj. trzy bataliony grenadierów niemieckich w większości kryminalistów, trzy bataliony Azerów ze 111 pułku SS wzmocnionych wschodniomuzułmańskim pułkiem SS, batalion "Bergman", dwie kompanie żandarmerii "Walter", bateria dział 80 pułku artylerii przeciwlotniczej, pluton pionierów z 654 batalionu, drużyna batalionu miotaczy ognia "Krone".


Grupa Reinefartha dociera na Wolę, (po wycofaniu się Kedywu z pozycji obronnych) w rejon ulic: Bema, Sokołowskiej, Skierniewickiej, na Czyste, Wolską, Młynarską, Górczewską, Działdowską, pl. Opolski, Płocką, Tyszkiewicza, Obozową, Karolkową, Staszica, Siedmiogrodzką, Przyokopową w dniu 5 sierpnia, który będzie odtąd nazywał się "czarną sobotą na Woli". Tego jednego tylko dnia oprawcy z SS, ze zbieraniną z Euroazji dokonują mordu na kilkunastu tysiącach ludzi. Na terenie samej tylko filii fabryki "Ursusa" na Wolskiej 55 zamordowano na podwórcu fabrycznym ok. 7 tysięcy ludzi, byli to sami cywile, na terenie fabryki Franaszka przy rogu Wolskiej i Skierniewickiej, zamordowano 5 tysięcy ludzi. W ciągu następnych dwóch dni za nasypem kolejowym i wiaduktem nad ulicą Górczewską zamordowano 12 tysięcy osób.

Piszący te słowa, oglądał na własne oczy jeszcze w latach osiemdziesiątych setki płonących zniczy ustawianych na chodniku, ulicy, w załomkach murów, przy krzyżach, właśnie w tych tragicznych dla Woli dniach 5-9 sierpnia i tak bywało co roku na Woli aż po lata dziewięćdziesiąte.

Pamięć 40 tysięcy zamordowanych na Woli jakoś nie specjalnie dotarła do świadomości ogółu, może dlatego, że byli to ludzie skromni, szarzy, w większości robotnicy, nie było wśród rodzin pomordowanych literatów, poetów, którzy mogliby o tej tragedii pięknie napisać, zrobić film, namalować obraz. Były tylko lata łez, modlitw pod krzyżem na Górczewskiej i wspomnień.

Tysiące zwłok, które w czasie sierpniowych upałów zaczęły się rozkładać i stanowić niebagatelne zagrożenie wybuchem epidemii również dla żołnierzy niemieckich, były zwożone do 9 stosów-palenisk na terenie Woli i tam spalone w ciągu czterech tygodni. Tę straszliwą pracę palenia zwłok wykonywało specjalne komando złożone z kilkudziesięciu Polaków.
Wydana DOPIERO 29 SIERPNIA deklaracja Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, (czy to znaczy, że dla aliantów z zachodu AK to też byli bandyci, ale tylko do 29 sierpnia?) stwierdzająca, iż Armia Krajowa stanowi część sił alianckich i jej żołnierzom powinny przysługiwać prawa kombatanckie, w niewielkim tylko stopniu poprawiła sytuację polskich jeńców i cywili rozstrzeliwanych do końca powstania, że wspomnę tylko mordy na Sadybie, Mokotowie, w Al. Ujazdowskich.

Zrzuty

Wkrótce po wybuchu powstania polskie władze w Londynie rozpoczynają starania o pomoc dla walczącej stolicy. Brytyjczycy początkowo w ogóle nie chcą o tym słyszeć, tłumaczą się trudnościami technicznymi. Brygada Spadochronowa gen. Stanisława Sosabowskiego, już w kwietniu 1944 roku mimo jego sprzeciwu, będzie bezpośrednio podlegała dowództwu brytyjskiemu i nie dostanie rozkazu wymarzonego skoku nad Warszawą.

W dniu 4 sierpnia polska załoga 1586 eskadry do zadań specjalnych lecąca z Brindisi do Radomia, poleciała nad Warszawę i tam dokonała pierwszego zrzutu zaopatrzenia wojennego. Następnego dnia, wobec nalegań strony polskiej premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill wydał polecenie rozpoczęcia zrzutów. Dostarczenie broni, lekarstw, leków, amunicji, żywności drogą powietrzną było bardzo utrudnione z uwagi na brak zezwolenia na międzylądowania w drodze powrotnej na lotniskach sowieckich. Trasa przelotu z południowych Włoch do centrum Polski wynosi około 1500 km, powrót musiał więc odbywać się już za dnia, nad Węgrami i Jugosławią, których przestrzeń powietrzną kontrolowały niemieckie myśliwce. Silną obronę przeciwlotniczą Niemców wspomagają już wówczas radary, umożliwiające kierowanie ogniem dział i skuteczne naprowadzanie myśliwców na samoloty aliantów. Z włoskich baz latają do Polski nie tylko Polacy, ale także Brytyjczycy, Kanadyjczycy, Nowozelandczycy, piloci z Południowej Afryki. Od 4 sierpnia do 21 września wyleciało 196 samolotów. Nie wróciło do bazy 35.

Dopiero 18 września Stalin jeden jedyny raz udostępnia sowieckie lotniska alianckim samolotom. Tego dnia nad Warszawą pojawiło się 110 ogromnych maszyn, latających fortec B-17, które wystartowały z lotnisk w Anglii. Niestety wielka radość zmieniła się prędko w wielką rozpacz, większość zasobników spadła poza bardzo już szczupłymi liniami powstańczymi. Z 1284 zasobników w polskie ręce trafia tylko 228. Tak skończyła się pierwsza i ostatnia wyprawa amerykańskiego lotnictwa nad Warszawę.

W schyłkowej fazie powstania, po 13 września do 1 października z pomocą walczącemu miastu przybywają samoloty sowieckie. Samoloty typu Polikarpow-2, zwane popularnie kukuruźnikami latały bardzo nisko, lotem koszącym i dokonywały zrzutów nad pozycjami powstańców, tyle, że ładunki często nie miały spadochronów, stąd niekiedy uległy całkowitemu zniszczeniu.

Zrzuty alianckie nad Warszawą, Kampinosem, Kabatami, Lasami Chojnowskimi:


Moździerze – 13 szt.
Kb " 130 szt.
RKM – 150 szt.
Rewolwery – 950 szt.
PM – 300 szt.
Granaty ręczne – 10.300 szt.
Piaty – 230 szt.
Pociski ppanc – 3.000 szt.
Zrzuty sowieckie:
CKM – 5 szt.
Granatniki – 48 szt.
PM – 700 szt.
Kb – 160 szt.
Kb – ppanc – 143 szt.
Granaty – 4.000 szt.

Harcerska Poczta Polowa

Pierwszy oddział Harcerskiej Poczty Polowej powołano już drugiego dnia powstania przy ul. Wilczej 41. Listy z prowizorycznych skrzynek pocztowych dostarczano do sortowni i doręczano już 4 i 5 sierpnia. Jednak oficjalne rozpoczęcie działalności HPP odbyło się w niedzielę 6 sierpnia po polowej Mszy Świętej. Podczas inauguracji na Wilczej po raz pierwszy Zbigniew Krukowski zaśpiewał Marsz Śródmieścia. Muzykę skomponował do słów Eugeniusza Żytomirskiego " pisarza, poety, który podczas powstania współpracował z Departamentem Informacji Delegatury Rządu RP. Pierwszoplanową rolę w Powstańczej Poczcie Polowej odgrywała młodociana kadra wywodząca się głównie z Szarych Szeregów i ich "Zawiszy" " najmłodszej antyhitlerowskiej organizacji w okupowanej Europie. Komendantem Głównej Poczty Polowej był hm. ppor. Przemysław Górecki; należał do grupy instruktorów harcerskich wywodzących się z Chorągwi Wielkopolskiej, których tak wielu trafiło do Warszawy po włączeniu Poznańskiego do Rzeszy. Główny Urząd Pocztowy mieścił się przy ulicy Świętokrzyskiej 28, przy Kwaterze Głównej Szarych Szeregów "Pasiece".
Po kilku dniach poczta działa już w całym mieście. Powstało osiem urzędów pocztowych, dysponujących czterdziestoma skrzynkami.

Korespondencja przechodząca przez ręce harcerzy była ograniczana do 25 słów. Wszystkie listy podlegały cenzurze.

Wiadomości były dostarczane bez jakichkolwiek opłat, ale chętnie przyjmowano książki, opatrunki, żywność, która potem trafiały do szpitali. Liczba doręczanych z narażeniem życia i zdrowia przesyłek wahała się dziennie od 3 do 6 tysięcy, list docierał do adresata z reguły w ciągu doby. Do dziś symbolem odwagi i poświęcenia najmłodszych żołnierzy jest szesnastoletni druh Zbigniew Banaś ps. "Banan", który zginął od kul 17 sierpnia, roznosząc pocztę na Powiślu. Był pierwszym, który rozpoczął roznoszenie listów Poczty Polowej, dostarczając je na najbardziej wysunięte, niebezpieczne linie bojowe. Został pochowany na Powiślu, przy Konserwatorium w pobliżu Stanicy Harcerskiej. Na jego grobie ustawiono powiększony Krzyż Harcerski. Tylko do 13 sierpnia Harcerska Poczta Polowa doręczyła 13 tysięcy listów.

Walki we wrześniu

Po upadku Starego Miasta w dniu 2 września i wycofaniu się Grupy Północ (Zgrupowanie: "Radosława", bataliony: "Róg", "Bończa", "Dzik", "Gustaw", "Harnaś", "Antoni" płk. Karola Ziemskiego "Wachnowskiego") kanałami do Śródmieścia, powstańcy utrzymywali pozycje na: Śródmieściu, Powiślu, Mokotowie, Żoliborzu i w Puszczy Kampinoskiej. Najważniejsze jednak z punktu strategicznego były rejony miasta położone nad Wisłą. Ich utrzymanie dawało nadzieję na skuteczny desant z praskiego brzegu (pododziały 1 Armii Wojska Polskiego były na Pradze od 14 września). Natarcia sowieckiego z przeciwległego brzegu rzeki obawiali się Niemcy, dlatego też od 4 września skoncentrowali swoje ataki na Powiśle i Czerniaków. Jednym z symboli trwania na stanowisku jest tzw. twardy front. Była to linia obrony polskiej w Śródmieściu Północnym ciągnąca się od Dworca Pocztowego przy Żelaznej nad torami kolei średnicowej, przez ul. Towarową, Grzybowską, Królewską, obsadzoną przez żołnierzy Zgrupowania "Chrobry II" wywodzących się z NOW " AK. Teren ten jako jedyny w powstaniu nie został zdobyty przez Niemców aż do samej kapitulacji. Żołnierze tego odcinka tak naprawdę odgrywali rolę tarczy dla pozostałych dzielnic miasta. Mimo olbrzymiej determinacji obrońców Niemcy, mając przytłaczającą przewagę systematycznie niszczą punkty powstańczego oporu. 4 września pada Elektrownia na Powiślu broniona przez żołnierzy Zgrupowania "Krybar" kpt. Cypriana Odorkiewicza i załogę elektrowni, od tego już dnia nie ma prądu w Warszawie. 6 września zostało zajęte przez Niemców całe Powiśle. Wobec katastrofalnej sytuacji powstańców i ludności cywilnej oraz braku nadziei na pomoc z zewnątrz władze powstańcze upoważniają Polski Czerwony Krzyż do rozmów w sprawie częściowej ewakuacji ludności cywilnej ze Śródmieścia.

W dniach 8 i 9 września opuszcza miasto około 8 tys. ludzi. Jednocześnie 9 września rozpoczynają się rozmowy kapitulacyjne (pl. Narutowicza). Stalin, do którego natychmiast dociera informacja o tym, że Polacy chyba jednak poddadzą się w Warszawie, wydaje rozkaz aby zdobyto Pragę i trzy pułki piechoty z 1 Armii WP dowodzonej przez gen. Z. Berlinga mają się desantować na lewy brzeg rzeki. Dowództwo AK widząc zmianę postawy ze strony sowieckiej, zrywa rozmowy z Niemcami i konsekwentnie broni Górnego Czerniakowa, miejsca spodziewanego desantu.

Można zaryzykować twierdzenie, że w tym czasie cynizm Stalina sięgnął zenitu. Po pięciu tygodniach burzenia miasta, zdecydowano się na wsparcie walczących, choć tak zorganizowane, że akcja pomocowa udać się nie mogła, ale walki trwały dalej, aż do całkowitego zniszczenia miasta, o co chyba tak naprawdę chodziło sojusznikowi naszych sojuszników. Po prostu kolejny szatański pomysł despoty z Kremla udał się z nawiązką.

Sowieci już nie musieli krnąbrnych Polaków z Warszawy wywozić w odleglejsze rejony Kraju Rad, rozstrzeliwać, więzić. Zrobili to za nich ich sojusznicy z lat 1939-41.

Bardzo ciekawy jest raport "Bora" z 7 września w którym stwierdzono, że żołnierze sowieccy i niemieccy opalają się na linii frontu w odległości 300 metrów od siebie i z żadnej ze stron nie padają strzały. Pełna sielanka jak widać, może wtedy pod Warszawą niektórzy wylegujący się w słońcu przypominali sobie czasy pięknej wspólnej defilady w Brześciu z września 1939 roku, koleżeńskiej wymiany czerwonych gwiazd z czapek na swastyki?

Warto tu przypomnieć, że pod Warszawą w ciągu sierpnia i września była: 47 i 70 Armia sowiecka, 1 Armia Wojska Polskiego, Korpus Kawalerii i 16 Armia Powietrzna.

Desant dwóch batalionów z 9 pułku piechoty, dwóch batalionów z 8 pp. 3 DP, jednego batalionu z 6 pułku piechoty 2 DP, trzech kompanii z 2 i 7 pp. 3 DP razem około 2614 żołnierzy trwał do 21 września. Straty były ogromne. W ciągu tych sześciu dni walk nad brzegami Wisły poległo 1987 żołnierzy polskich pochodzących z Polesia, Podola, Wołynia, Ziemi Lubelskiej, Rzeszowskiej, nie przygotowanych do walki w mieście, atakujących pozycje niemieckie bez odpowiedniego wsparcia artyleryjskiego i łączności z dowództwem. Na wschodni brzeg Wisły ewakuowano tylko 627 żołnierzy w tym 289 rannych.

23 września padł Przyczółek Czerniakowski. Obszar broniony przez powstańców kurczył się z każdym dniem. 26 września rozpoczęła się dramatyczna ewakuacja kanałami Mokotowa, który ostatecznie kapituluje 27 września, a 30 września Żoliborz.

2 października 1944 roku po 63 dniach heroicznej walki, w Ożarowie Mazowieckim dowództwo Powstania podpisało z Niemcami umowę o zaprzestaniu działań wojennych w Warszawie. Cała ludność cywilna musiała opuścić miasto, część z niej znalazła się w obozach koncentracyjnych, część trafiła na roboty przymusowe, pozostali zostali rozesłani do wsi na terenie GG. Ponad 11 tysięcy powstańców znalazło się w niemieckiej niewoli.

opracował: dr Zbigniew Osiński, Muzeum Powstania Warszawskiego

Ks. Stanisław Tworkowski – Oleum infirmorum

Tak więc wygląda, księże dziekanie ta relikwia? Ksiądz Jacek ze wzruszeniem patrzył na przestrzelone srebrne naczynko z wyrytym napisem: Oleum infirmorum. Olej chorych, znak jednego z siedmiu sakramentów, udzielający choremu człowiekowi łaski Bożej. Nieraz ksiądz myślał o przedziwnym powiązaniu materii z duchem. Jedno uzupełnia drugie. Owoc krzewu oliwnego karmi, leczy, daje światło. Podobną rolę spełnia w sakramencie namaszczenia. Chrystus, Dobry Samarytanin, łaską Oleum infirmorum uzdrawia chorobę duszy, a często i ciału przywraca zdrowie; kiedy zaś człowiek odchodzi ze świata, rozjaśnia mu ciemności grobu. Zapach oliwy, którą biskup poświęca w Wielki Czwartek, zawsze przypominał księdzu Ogród Oliwny, w którym zdradzony i opuszczony Zbawiciel spędzał ostatnie godziny ziemskiego życia. Ogrójec to żywy symbol ziemi, wypełnionej cierpieniem, gdzie męka Boga-Człowieka łączy się nieustannie z męką i konaniem ludzkim. Księdza często wzywano do chorych, głównie starych, niedołężnych, zmęczonych. Ich śmierć była czymś naturalnym. Tak już być musi. Ale najciężej i najboleśniej przeżywał udzielanie świętych namaszczeń chłopcom i dziewczętom gasnącym w rozkwicie życia. Znoszono ich z ulic, z gruzów, spod barykad, do piwnic zamienionych na szpitale. Jeszcze przed chwilą nieustraszeni, zuchwali, uniesieni bojowym zapałem, teraz leżą bezbronni i milczący lub nieprzytomni rzucają się w gorączce i jęczą. Ksiądz jest z nimi, spowiada ich, daje Komunię św., pomaga przy opatrunkach, spełnia różne posługi. To samo czynią kapelani: xJanx, xAntonix, xRadwan IIx, xKonradx, xRadwan IIIx z Lasek (ks. Stefan Wyszyński, późniejszy Prymas, przyp. red.), xKlonx i inni księża, pełniący duszpasterstwo na różnych odcinkach frontu, w jaki zmieniło się miasto i jego peryferie. Ksiądz xJacekx trzyma w dłoni błyszczącą kulkę z niemieckiego cekaemu.
x Jak zginął ksiądz Tadeusz?
x Kula na wylot przeszyła serce, przebiła metalowe ścianki naczynia i utkwiła w dłoni. Ksiądz Burzyński nie wypuścił z rąk Oleum infirmorum. Tak znaleziono go na ulicy.
* * *
Szedłem śladami księdza Tadeusza. Od Wisły wiało zimowym chłodem. Brnąłem po kolana w zaspach. Wieczór był widny. W półmroku, w księżycowej poświacie szarzały rumowiska Powiśla. Zapadnięte domy, wyspy gruzów przysypane śniegiem, budziły uczucia przejmującego smutku. Było cicho, tylko od czasu do czasu podrywał się podmuch wichury i gwiżdżąc, tańczył dziko swinga w śnieżnej kurzawie.
Tutaj! Pospolite nazwy ulic: Browarna, Dobra, Gęsia, Lipowa urastają do miary symboli – pobojowisk niepokonanego miasta.
Na wzgórzu ruiny Uniwersytetu, wymarzony dla Niemców punkt obstrzału. Ci w dole nie mogli się nawet ruszyć. A jednak stąd podejmowano ataki. Tutaj poległ ksiądz Tadeusz. Tu umierały, rozrywane przez niemieckie granaty, siostry urszulanki. Biegnąc po rannych, dostały się pod ogień. "Nie przyszło im nawet do głowy, aby się cofnąć z noszami, kiedy na ulicy leżeli ranni" – głosił komunikat wojskowy.
Przypominam sobie nazwiska bohaterskich sióstr: Bagińska, Chodkowska, Deymer, Frankowska i Janina Halina Płaska. Cztery z nich poległy. Siostrę Płaską, ciężko ranną, udało się po kilku godzinach ściągnąć z pobojowiska. Wszystkie zostały odznaczone Krzyżami Walecznych.
– A jak było z kapelanem?
– Godzina "W". Słońce obniżyło się ku zachodowi, choć do wieczora jeszcze daleko. Ze wzgórza Uniwersytetu, od przyczółka mostu Kierbedzia, wzdłuż Wybrzeża Kościuszkowskiego idzie ogień niemieckiej broni maszynowej.
Z dachu internatu ss. urszulanek biegnie meldunek: "Nasi atakują Uniwersytet! Na ulicy ranni!"
W kaplicy sióstr odprawiało się nabożeństwo...

O salutaris Hostia...
O przenajświętsza Hostio,
która otwierasz podwoje nieba
i udzielasz pomocy
broń nas od nieprzyjaciół wszelkich.

Oto wróg Eucharystii i Krzyża, nieprzyjaciel Polski i świata, chce nas zgładzić.

Da robur, fer auxilium
Daj moc naszym żołnierzom,
wspomagaj ich w śmiertelnym zmaganiu.
Przyjmij ich ofiarę i daj zwycięstwo Ojczyźnie.

Błysk monstrancji kreślącej znak krzyża nad pochylonymi głowami. Ręce kapelana drżące z pośpiechu i wzruszenia, zarzucają na ramiona stułę.

Impone, Domine,
Przyodziej mnie, Panie,
w szatę nieśmiertelności...

Ksiądz widzi padającego na ulicy żołnierza. Być może za chwilę umrze...
Bezcenna jest wartość ludzkiej duszy. Nie ma nic droższego od niej na ziemi. Musi dobiec do rannego. Musi zdążyć na czas z ostatnim Bożym wsparciem.
Jeszcze klika kroków.
Świst kul staje się coraz zjadliwszy i bliższy.
Boże, zmiłuj się! Jest już przy rannym. Rozgrzesza.
Udziela świętych namaszczeń.
Nagle ból przenika jego ciało.
Świat zapada się. Mrok przesłania oczy i zaciera błękit, słońce...
Wreszcie i trzask karabinów zamiera w pustce i cichnie wraz z echem sakramentalnych słów:

Indulgeat tibi, Dominus...
Niechaj ci Bóg odpuści...

Na stule widniały ciemne plamy krwi. W chłodnej dłoni ściskał naczynko z Oleum infirmorum.
Był piękny w majestacie kapłańskiej śmierci.
Źródło: Stanisław Tworkowski, Ostatni zrzut. Opowiadania i nowele
Wydawnictwo "Michalineum", Marki – Struga k. Warszawy – 1984
(I wydanie – Katolicki Ośrodek Wydawniczy "Veritas" w Londynie.


 

Ks. Tadeusz Burzyński – pierwszy kapłan, który zginął w powstaniu. Aktualnie został ukończony jego proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym, w 70. rocznicę męczeńskiej śmierci. Jego doczesne szczątki spoczną w łódzkiej bazylice archikatedralnej.

(Anna Skopińska, Poległ jako pierwszy, "Niedziela" Nr 30 z 27.07.2014 r.)

Jak ciężko jest kapelanowi stać nad wykopanym dołem i skrapiać wodą święconą zawinięte w prześcieradła ciała chłopców i dziewcząt...

Ksiądz Stanisław Tworkowski jako młody ochotnik zaciągnął się w roku 1918 do Korpusu Dowbora. Potem wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie. W roku 1920 uczestniczył w jej obronie jako sanitariusz Ochotniczej Armii gen. Hallera. W okresie międzywojennym był kapelanem Archidiecezji Warszawskiej i dał się poznać, szczególnie młodzieży, jako dobry prefekt, duszpasterz i wychowawca.
W czasie II wojny światowej był jednym z czołowych kapelanów AK w stopniu pułkownika (pseudonim xJacekx).
Ksiądz Tworkowski z wyczuciem urnie opowiadać o bohaterstwie żołnierza polskiego, wydobywając spod skorupy cynizmu czy rubaszności żołnierskiej istotne wartości duchowe x miłość Boga i Ojczyzny. Opowiadania księdza Tworkowskiego czyta się przeżywając wraz z Autorem i bohaterami ich dramaty i wzloty. I w tym tkwi wartość opisanych przykładów, krzepiących i umacniających wszystkich tych, którzy nie poddali się oportunizmowi i stale walczą o nieprzemijajqce wartości duchowe.
Swoje myśli i wspomnienia z okresu okupacji i Powstania Warszawskiego ksiądz Tworkowski zapisuje z nadzieją na sprawiedliwość i opiekuńczą dobroć Boga. Wierzy, że przeminie wojna ze swoim obłędem, z męką, pójdą na wieczne zatracenie bezbożni nikczemnicy, a ci, co polegli za Bożą sprawę x będą nieśmiertelni.
Modli się za dusze poległych i wyznaje: xJak ciężko jest kapelanowi stać nad wykopanym dołem i skrapiać wodą święconą zawinięte w prześcieradła ciała chłopców i dziewcząt...x
W całej. książce przewija się myśl o wartości i celowości życia ludzkiego, które mierzy się wy łącznie miłością, a ta niejednokrotnie wymaga walki o Bożą sprawę i nawet ofiary z życia.
Dużo miejsca poświęca ksiądz Tworkowski opisaniu roli, jaką w tych tragicznych dniach odegrało polskie duchowieństwo i przypomnieniu tych, którzy polegli w czasie pełnienia obowiązków kapłańskich. Na pewno pozostanie nam w pamięci świadectwo Hansa Franka: "katolicyzm nie jest w tym kraju wyznaniem, a koniecznością życiową". xPolacy zatem bronią nie tylko swej wolności i bytu, ale walczą o najwyższe wartości ducha, ukształtowane w nich w ciągu tysiąclecia przez chrześcijaństwox.
Gdy ludzkie kalkulacje zawodzą, gdy zawodzą sojusznicy i alianci, żołnierz polski kierował swój wzrok w niebo, by czerpać moc u Źródła wszelkiej mocy i miłości.
Drugie wydanie książki (1984), poprawione i uzupełnione, ukazało się dzięki życzliwości i duszpasterskiej trosce Dostojnego Autora. W podjętym przedsięwzięciu chodzi przede wszystkim o to, by czyny bohaterów minionych lat, ich budząca podziw determinacja i przelana krew w obronie niezniszczalnych wartości zostały zachowane w pamięci. Co więcej, promieniowanie tych wartości powinno wycisnąć twórcze znamię na formacji nowych pokoleń Polaków.
Niestety, ta niezwykle cenna książka już nie była wznawiana z wielką szkodą dla, zwłaszcza młodych czytelników.

Dodatkowe informacje