Ks. Stanisław Tworkowski – Ofiara

OFIARA

Przygotowywałem się do Mszy św. w ostrzeliwanym i bombardowanym gmachu PKO. Klęcząc, odmawiałem tekst psalmu:

Boże, pyszni przeciwko nam powstali, zgraja złoczyńców czyha na nasze życie. Udziel mocy Twym sługom i okaż nam swą łaskę; niech nasi prześladowcy ujrzą ze wstydem, że wspomagasz nas, Panie.

„... pyszni przeciwko nam powstali".

Tak! Zło rodzi się z pychy. Obłąkany nią szaleniec Führer, wyzwolił w duszy swego narodu najdziksze namiętności i rzucił go na podbój świata. Śmierć pochłania setki tysięcy ofiar. Ogrom nie-szczęścia przytłacza ludzi.

„... zgraja złoczyńców czyha na nasze życie".

Dywizje hitlerowskiego Wehrmachtu, oddziały esesmanów, najemne bandy Ukraińców zabijają, palą, gwałcą. Starówka padnie lada chwila; Katedrę niszczą bomby, miotacze ognia i goliaty. Wola spalona, jej ludność wymordowana. Żoliborz, Powiśle, Mokotów, Czerniaków pod nieustannym obstrzałem. Nasi walczą o każdą ulicę, o każdy dom. Nie czekamy już na pomoc. W świecie, gdzie panuje brudny interes, zakłamanie i brutalna siła, nikt się z nami nie liczy. Jednakże wierzymy w Boga i wyższy, moralny ład życia.

Ubierałem się do Mszy.

Inpone Domine... Włóż, Panie, na moją głowę hełm zbawienia, abym mógł zwyciężyć złego ducha.

To, co nas w tej chwili przeraża: szaleństwo, zbrodnie, upodlenie, jest dziełem złego ducha. To on podburzył pierwszych ludzi do nieposłuszeństwa Stwórcy. Miało ono dać niezależność i wszechwiedzę; w rzeczywistości naruszyło moralny porządek świata i stało się przyczyną wszystkich nieszczęść.

Dotykając głowy humerałem, białą, prostokątną chustą, którą liturgia nazywa hełmem zbawienia, widziałem stojące z boku ołtarza szeregi żołnierzy. Oni również trzymali w ręku hełmy z biało-czerwonymi opaskami. Gdy się skończy Msza, „akcja" Boskiej Ofiary, nakryją nimi głowy i pójdą na inną „akcję", pełnić ludzką, a zarazem Bożą ofiarę. Będą walczyć ze światem złego ducha, z hordami jego wyznawców, ludobójców i bogobójców. Będą walczyć nie o rynki zbytu, banki pełne złota, ani w interesie koncernów czy trustów. Będą walczyć o wolność, godność ludzką, człowieczeństwo, którego żywy przykład dał nam Chrystus.

Teraz chłopcy stoją w szeregu, ze stenami zawieszonymi na szyjach, i patrzą na polowy ołtarz przystrojony polskimi barwami. Na ich twarze pada cień. Lewa część wielkiej sali PKO jest w słońcu. Szklany sufit tej części gmachu dawno został rozbity. Do wnętrza zagląda błękit nieba przesłaniany obłoczkami dymu palących się po drugiej strome Marszałkowskiej domów. Czuć spaleniznę oraz mdły zapach lekarstw. W podziemiach, tuż pod nami, mieści się główny szpital Śródmieścia.

Jest 8 rano, 26 sierpnia, święto Matki Boskiej Jasnogórskiej. Obchodzimy je bardzo uroczyście. „Dowódca Okręgu Warszawa, płk „Monter", wydał specjalny rozkaz wzywający wszystkich dowódców do pogłębienia i mobilizacji wartości moralnych, jako broni powstańczej przeciw słabszemu pod tym względem wrogowi"1.

Rozpoczynam Mszę św. w asyście księdza „Biblii" i księdza „Jana". Zamiast muzyki organowej dochodzą odgłosy częstych i niedalekich wybuchów.

Schylając się przed ołtarzem, odmawialiśmy razem „Confiteor".

Mea culpa... Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina...

Tak! Nie ma wśród nas niewinnych. Wszyscy jesteśmy obciążeni grzechem, ale pokorna wiara w miłosierdzie Boże usprawiedliwia celnika, podczas gdy pyszny faryzeusz został odtrącony.

Kyrie eleison, Chryste eleison, Kyrie eleison.

Ta prastara błagalna modlitwa budziła w nas nadzieję w opiekuńczą dobroć Boga. Czuwa nad nami Ojciec Stworzyciel, Syn Boży, dzielący ludzką mękę i Duch Mocy niepokonanej, wiecznej.

Niech będzie uwielbiona Trójca Przenajświętsza/ Gloria in excelsis Deo... Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli

Huk rozrywającego się pocisku, jakby protest złego ducha przeciwko chwale Bożej, wstrząsnął gmachem2. Nieubłagany, odwieczny wróg rodzaju ludzkiego wie, że chwała Boża jest celem istnienia wszelkiego bytu, a zwłaszcza człowieka, dlatego przeszkadza jej w różny sposób przez oddanych sobie ludzi, ich fałszywe filozofie, ideologie, moralny rozkład i terror.

- Boże - modliłem się w duchu - daj nam łaskę zrozumienia, że wszystkich i wszystko stworzyłeś dla swej chwały i bez niej człowiek nie znajdzie ani pokoju, ani szczęścia.

Pamiętam, że Ewangelia tego dnia mówiła o przemienieniu wody w wino. Wzywała do Chrystusowej metanoi, przemiany, ukształtowania człowieka na miarę Bożą, jedyny sprawdzian naszej moralnej wartości i jedyny miernik prawdziwej kultury i postępu.

Credo in unum Deum... Wierzę w jednego Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi..

Poza światem rzeczy widzialnych, z gruntu niestałych i przemijających, trzeba dostrzegać świat niewidzialny, który ukazuje nam wiarę. Kryje ona w sobie tajemnice rzeczywistości Bożej, niezmiennej, wiecznej.

Trzeba uświadomić sobie, że jest Bóg dobry i sprawiedliwy, który wszystko stworzył, wszystkim rządzi i wszystko kocha, bo jest Miłością. Chrystus polecił nazywać Go Ojcem i kochać, czyli pełnić Jego wolę.

Et in Spiritum Sanctum... Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela...

Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad zagubionym dziś światem. Jesteś Mocą, wspomagaj nas w słabości. Jesteś światłem, jasnością wiary oświecaj nasze umysły. Jesteś Miłością, ogrzej zziębnięte serca.

Sine Tuo Nomine...

Bez Ciebie, Duchu Boży, jest w człowieku tylko słabość i nędza.

Et expecto... I oczekuję wskrzeszenia umarłych i życia wiecznego w przyszłym świecie. Amen.

Umarli!

Odeszli od nas pełni młodości i życia. Śmierć, niestrudzenie i nieustannie pełni swe bezlitosne dzieło. Czy nas oszczędzi? „Bądź wola Twoja". Duch jest nieśmiertelny. A ciało?

Wierzę, że Stwórca, z którego woli żyję, po mej śmierci wskrzesi w wiadomym sobie czasie moje obrócone w proch ciało. Wskrzesi nas wszystkich. Ten, który trzeciego dnia zmartwychwstał, potwierdził prawdę o naszej nieśmiertelności

Wierzę... ale „zaradź, Panie, niedowiarstwu memu", przypominają mi się słowa ewangelicznego biedaka, który wśród łez błagał Chrystusa o uzdrowienie beznadziejnie chorego syna.

Nadchodził moment Ofiarowania.

W pierwszych wiekach Kościoła lud zbliżał się do ołtarza z darami Teraz milczące szeregi stały w ciszy. Składając Bogu owoce ziemi, chleb i wino, które za chwilę miały się stać Ciałem i Krwią Pańską - ofiarą za zbawienie świata - myślałem o najpiękniejszych owocach polskiej ziemi, o stojących przed ołtarzem chłopcach i dziewczętach, których ciała i krew, być może, dziś lub jutro staną się ofiarą za ocalenie Ojczyzny. Myślałem jednocześnie, że wartość i celowość ludzkiego życia mierzy się wyłącznie miłością, a ta wymaga ofiary.

Odmawiałem Modlitwę Eucharystyczną i słowa Konsekracji. Nachylając się nad Hostią i Kielichem uświadamiałem sobie cud Przeistoczenia. Oto zjawia się na wezwanie człowieka Ten, który Jest, Ponadczasowy, Wszechmocny i Miłujący, a ta odrobina chleba i kilka kropel wina kryją w swej nikłej, materialnej postaci Rzeczywistość Boską, wstępującą w ludzkie życie.

Pan mój i Bóg mój!

Wznosząc ku górze Hostię i Kielich Krwi Pańskiej oddawałem Chrystusowi samego siebie, asystujących kolegów-kapłanów, klęczących żołnierzy i wszystkich obecnych w polowej kaplicy. Oddawałem Mu naszych chorych i rannych, i całą Polskę walczącą. Oddawałem Mu nasz ból, gorycz zawodu, nasze poświęcenie, krwawy trud i nieznaną przyszłość. Jezus przychodzi do nas, jak przyszedł niegdyś do apostołów, „zatarasowanych" w bojaźni przed Żydami. Jest z nami, jak niegdyś w łodzi Szymona w czasie przeprawy przez Morze Galilejskie. Zerwała się wówczas burza. Fale miotają łodzią. Wody się piętrzą, kłębią. Wichura huczy złowrogo i za chwilę rzuci mizerny statek w morską otchłań. A on spał!

Panie! - wołali przerażeni uczniowie - ratuj nas! Giniemy! -

Obudził się i rzekł: - Czemu bojaźliwi jesteście, małej wiary? - po czym rozkazał wiatrom i burzy i stało się uciszenie wielkie".

Teraz jest tutaj. Zamiast na biblijnym tronie, czy na archanielskich skrzydłach, spoczywa na drewnianej pace przykrytej szpitalnym prześcieradłem. Stajnia w Betlejem, ciemna izba Wieczernika, wzgórze Trupiej Czaszki i ten powstańczy ołtarz, to tajemnica Jego miłości, nieustannie odradzającej się i zbawiającej świat. Za chwilę Jezus zstąpi z ołtarza, aby wzmocnić nas swą Boskością. I nigdy przedtem, ani potem nie byłem tak pewny, że Zbawiciel jest z nami i swoją obecnością ogarnia nie tylko ulicę Świętokrzyską, ale całe walczące miasto i wszystkie pobojowiska ziemi Miłość Ukrzyżowanego przedziera się, jak blask słoneczny, przez opary ludzkiej nienawiści i nachyla się nad cierpieniem człowieka.

Oddawałem Mu tych, którzy odeszli z tego świata:

Memento etiam Domine... Pomnij, Panie, o sługach i służebnicach Twoich, którzy nas wyprzedzili, i naznaczeni znakiem wiary, śpią snem pokoju.

A więc tylko nas wyprzedzili, wcześniej odeszli. Nie zginęli, nie obrócili się w nicość. Żyją, choć padli w walce od kul, bomb, granatów, choć strawił ich ogień w zbombardowanych szpitalach. Żyją, choć ich torturowano w Alei Szucha i dobijano w gruzach Ghetta, mordowano w lagrach, duszono cyklonem, palono w krematoriach, topiono w wodzie. „Naznaczeni znakiem wiary, śpią snem pokoju". Żyją, przecież On zapewnił: „Kto we mnie wierzy, choćby umarł, żyć będzie".

Wspominając w Memento imiona moich najbliższych, oraz poległych w dawnych powstaniach i walkach o niepodległość, modliłem się gorąco za dusze żołnierzy, których chowałem na prowizorycznych cmentarzach. Jak ciężko było kapelanowi stać nad wykopanym dołem, odmawiać modlitwy za zmarłych i skrapiać wodą święconą zawinięte w prześcieradła ciała chłopców i dziewcząt.

Wspomniałem również imiona małżonków, zmarłych przed kilku dniami. Przyniesiono ich do szpitala z ulicy, śmiertelnie poparzonych przez wybuch miny. Mieli wypalone oczy, a ich twarze, piersi i ręce były czarne jak heban. Celowo oddzieliliśmy ich od siebie. Codziennie zanosiłem im Komunię św. Tragiczny los i cierpienie znosili spokojnie. Wzruszała mnie ich miłość. Żadne nie myślało o sobie. Pełniłem smutną rolę łącznika, pocieszając jedno i drugie, według otrzymanych poleceń:

- Tylko niech ksiądz kapelan nie mówi mojej żonie, że bardzo cierpię i duszę się. Proszę ją pocieszać, że czuję się nie najgorzej. Błagam księdza, róbcie, co możecie, aby ją uratować. Podobnie mówiła żona:

- Proszę księdza, niech ksiądz kapelan podtrzymuje na duchu mego męża... Bardzo go kocham, to szlachetny i dobry człowiek. Niech ksiądz poprosi panią doktor, tę, która do mnie przychodzi. Nie wiem, jak wygląda, bo nie widzę, ale jest troskliwa; niech ona też pamięta o mężu...

Kiedy po trzech dniach męczarni biedak umarł, powiedziałem jego żonie prawdę: - Mężowi jest dobrze. Nie cierpi. Proszę się o niego nie martwić. Tego samego dnia, wieczorem, i jej „było już dobrze".

Zbliżała się Komunia św.

Żołnierze, składając na posadzce hełmy i broń, podchodzili do ołtarza.

Corpus Dominu.. Ciało Pana naszego, Jezusa Chrystusa, niech strzeże duszy twojej na życie wieczne. Amen -

mówiłem kładąc na ich ustach Przenajświętszy Sakrament.

Przeminie wojna ze swym obłędem i męką; na wieczne zatracenie pójdą bezbożni nikczemnicy, którzy dla zaspokojenia ambicji, dla zdobycia władzy i bogactw pędzą narody na rzeź. Ale wy, gdy-byście nawet polegli za Bożą sprawę, będziecie nieśmiertelni.

W Modlitwie po Komunii wraz z całym kościołem prosiłem Boga o pomoc i opiekę: Wspomagaj, Panie, lud, który uświęcasz eucharystycznym Ciałem i Krwią Swoją i za przyczyną Najświętszej Bogurodzicy broń nas od wszystkich niebezpieczeństw i błogosław nam we wszystkich dobrych poczynaniach, Przez Chrystusa, Pana naszego.

Ite, missa est!

Idźcie w świat nabrzmiały cierpieniem, oszalały walką, idźcie w płonące gruzy i wśród huku pękających granatów, wycia bombowców, jęku umierających, których nienawiść pozbawia życia, walczcie o Chrystusową miłość.

Zakończyłem Mszę znakiem krzyża.

*

Stałem zwrócony do oddziałów i mówiłem o Matce Bożej, która jest z nami na naszych pobojowiskach. Zna ludzką dolę, stała bowiem pod krzyżem Syna i dzieliła z Nim wszystek ból świata. Powołana przez Boga na Matkę Zbawiciela ludzkości, uczestniczy w cierpieniu każdego człowieka.

Mówiąc to, spoglądałem na stojącą w pobliżu ołtarza starszą, siwą kobietę, która w tej chwili wydawała mi się symbolem wszystkich matek. Mieszkała na Mokotowie. Dowiedziała się, że jej syn został ranny w akcji. Przyszła do nas kanałami. Znaliśmy tę drogę: tylko miłość mogła ją przebyć. Odnalazła go. Było ich tylko dwoje. Ojciec zginął. Ten młody inteligentny mężczyzna leżał w naszym szpitalu z przestrzelonymi nogami Widziałem radość ich powitania. Syn szybko odzyskiwał zdrowie. Niestety, chęć walki była silniejsza od rozsądku. Tłumaczyłem mu, że w tej chwili nie nadaje się do akcji. Nieraz trzeba biec, przeskakiwać, padać, kryć się, a on jest wysoki i do tego kuleje. Nie przekonałem go. Uciekł z obandażowanymi nogami.. Przyniesiono go, tym razem, z przestrzelonymi płucami. Wkrótce zmarł.

Biedna matka, stoi na Golgocie i słucha opowieści o Matce Bolesnej. Jedna pociesza drugą.

Przemawiałem do zebranych całym sercem i wiarą. Cokolwiek się stanie, to z wiedzą i wolą Ojca, który przecież widział mękę swego Syna i Jego Matki. - Ona myśli o nas - mówiłem. - Dziś Jej, Częstochowskiej Maryi dzień święty. Obroniła niegdyś Jasną Górę, gdy potop zalewał Polskę. Jego brudne wody rozbiły się o Klasztor Jasnogórski, a właściwie o te nieliczne, mężne serca, które przysięgając wierność Bogu i Ojczyźnie zaufały Matce Bożej. Wróg ze wstydem musiał uciekać. Dziś inny nieprzyjaciel Boga, ludzi i naszego narodu oblega nas zewsząd. „Tłum napastników czyha na nasze życie", ale ona nas widzi i słyszy.

W tej chwili warkot nurkującego bombowca zagłuszył moje słowa. W mgnieniu oka ujrzałem skrzydła naznaczone czarnym krzyżem, i jednocześnie potężny wybuch wstrząsnął gmachem. Tłum przed ołtarzem zakołysał się jak łan zboża od podmuchu wichury. Rozległy się krzyki przerażenia. Żołnierze nie ruszyli się, ale ludność rzuciła się do ucieczki

- Spokojnie! Nic się nie stało! Jesteśmy pod opieką Matki Boskiej - zawołałem. Bałem się. Część gmachu była odsłonięta, ludzie stali pod gołym niebem. Mówiłem jednak sło¬wami Pisma Św.: „Szatan krąży jak lew ryczący naokoło nas, szukając kogo by pożarł... Krąży nad nami, nad naszą ziemią i nad całym światem, niosąc krzywdę i mord. Ale to już ostatek jego szaleństw i zbrodni. Walczymy z nim mocą wiary".

Cień bombowca znów przemknął nad salą i huk ponownie zakołysał gmachem. Ale nikt nie uciekał. Wszyscy stali spokojnie, zapatrzeni w ołtarz.

Słowo Boże dobiegało końca. Wybuchy bomb oddalały się. Trzeba się śpieszyć. Po nalocie są ranni i przywaleni gruzem.

W słoneczny błękit, przebijający przez czarne dymy, uderzył potężny śpiew:

Boże, coś Polskę...

Żołnierze poszli do akcji...

Ofiara trwała dalej.


Źródło: Stanisław Tworkowski, Ostatni zrzut. Opowiadania i nowele
Wydawnictwo "Michalineum", Marki – Struga k. Warszawy – 1984
(I wydanie – Katolicki Ośrodek Wydawniczy "Veritas" w Londynie.

Jak ciężko jest kapelanowi stać nad wykopanym dołem i skrapiać wodą święconą zawinięte w prześcieradła ciała chłopców i dziewcząt...

Ksiądz Stanisław Tworkowski jako młody ochotnik zaciągnął się w roku 1918 do Korpusu Dowbora. Potem wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie. W roku 1920 uczestniczył w jej obronie jako sanitariusz Ochotniczej Armii gen. Hallera. W okresie międzywojennym był kapelanem Archidiecezji Warszawskiej i dał się poznać, szczególnie młodzieży, jako dobry prefekt, duszpasterz i wychowawca.
W czasie II wojny światowej był jednym z czołowych kapelanów AK w stopniu pułkownika (pseudonim Jacek).
Ksiądz Tworkowski z wyczuciem urnie opowiadać o bohaterstwie żołnierza polskiego, wydobywając spod skorupy cynizmu czy rubaszności żołnierskiej istotne wartości duchowe - miłość Boga i Ojczyzny. Opowiadania księdza Tworkowskiego czyta się przeżywając wraz z Autorem i bohaterami ich dramaty i wzloty. I w tym tkwi wartość opisanych przykładów, krzepiących i umacniających wszystkich tych, którzy nie poddali się oportunizmowi i stale walczą o nieprzemijające wartości duchowe.
Swoje myśli i wspomnienia z okresu okupacji i Powstania Warszawskiego ksiądz Tworkowski zapisuje z nadzieją na sprawiedliwość i opiekuńczą dobroć Boga. Wierzy, że przeminie wojna ze swoim obłędem, z męką, pójdą na wieczne zatracenie bezbożni nikczemnicy, a ci, co polegli za Bożą sprawę x będą nieśmiertelni.
Modli się za dusze poległych i wyznaje: Jak ciężko jest kapelanowi stać nad wykopanym dołem i skrapiać wodą święconą zawinięte w prześcieradła ciała chłopców i dziewcząt...
W całej. książce przewija się myśl o wartości i celowości życia ludzkiego, które mierzy się wy łącznie miłością, a ta niejednokrotnie wymaga walki o Bożą sprawę i nawet ofiary z życia.
Dużo miejsca poświęca ksiądz Tworkowski opisaniu roli, jaką w tych tragicznych dniach odegrało polskie duchowieństwo i przypomnieniu tych, którzy polegli w czasie pełnienia obowiązków kapłańskich. Na pewno pozostanie nam w pamięci świadectwo Hansa Franka: katolicyzm nie jest w tym kraju wyznaniem, a koniecznością życiową. Polacy zatem bronią nie tylko swej wolności i bytu, ale walczą o najwyższe wartości ducha, ukształtowane w nich w ciągu tysiąclecia przez chrześcijaństwo.
Gdy ludzkie kalkulacje zawodzą, gdy zawodzą sojusznicy i alianci, żołnierz polski kierował swój wzrok w niebo, by czerpać moc u Źródła wszelkiej mocy i miłości.
Drugie wydanie książki (1984), poprawione i uzupełnione, ukazało się dzięki życzliwości i duszpasterskiej trosce Dostojnego Autora. W podjętym przedsięwzięciu chodzi przede wszystkim o to, by czyny bohaterów minionych lat, ich budząca podziw determinacja i przelana krew w obronie niezniszczalnych wartości zostały zachowane w pamięci. Co więcej, promieniowanie tych wartości powinno wycisnąć twórcze znamię na formacji nowych pokoleń Polaków.
Niestety, ta niezwykle cenna książka już nie była wznawiana z wielką szkodą dla, zwłaszcza młodych czytelników.

Dodatkowe informacje