Przed godziną "W"
71. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego

Dyskusja i spory dotyczące Powstania Warszawskiego, momentu jego wybuchu, okoliczności podjęcia decyzji tych znanych od dziesiątków już lat i tych prawie zupełnie nieznanych jego skutków trwają od wielu lat. Tematyka Powstania Warszawskiego obecna jest wciąż w monografiach historycznych, rozprawach, esejach, artykułach, filmach i nadal wywołuje emocje nie tylko wśród uczestników krwawych sierpniowo-wrześniowych zmagań.

Nie ma tu wielkiego znaczenia, czy zgadzamy się z gen. dyw. Tadeuszem Komorowskim xBoremx, który wydał rozkaz rozpoczęcia powstania w stolicy, gdy uświadomimy sobie, że tak naprawdę tę decyzję wydano już znacznie wcześniej, bo 1 września 1939 roku. Nasze polskie NIE dla żądań niemieckich, pięciotygodniowa walka we wrześniu z dwoma przeciwnikami, a potem konsekwentny opór narodu polskiego, który ani na moment nie pogodził się z utratą swojego tak niedawno odzyskanego państwa, niejako automatycznie prowadził do powstania.

Słowem, nie po to istniało Polskie Państwo Podziemne ze wszystkimi potrzebnymi agendami od wojska, sprawiedliwości, łączności, rolnictwa po oświatę, by nie chcieć zawdzięczać sobie wolności. Żadna z organizacji podziemnych w dramatycznych chwilach historii Polski nie posiadała tak szerokiego zaplecza i poparcia społecznego, jak Polskie Państwo Podziemne, żadne z powstań nie cieszyło się takim udziałem ludności cywilnej. Powstanie po prostu było wypadkową decyzji władz polskich z 1939 r. Nie chcieliśmy być państwem "sezonowym" ani "karłem Traktatu Wersalskiego". Nie znaliśmy "pokoju za wszelką cenę".

Pod koniec lipca 1944 roku w Warszawie rozpoczyna się paniczna ewakuacja niemieckiej administracji, służb pomocniczych, opanowana jednak już 27 lipca. Do miasta zaczynają powracać bataliony policyjne i SS, w okolicach Skierniewic pojawia się dywizja pancerna.

27 lipca gubernator Dystryktu Warszawskiego, dr Ludwig Fiszer, chcąc zapobiec spodziewanemu przez Niemców wystąpieniu zbrojnemu, wydaje zarządzenie wzywające 100 tys. Polaków do stawienia się do robót fortyfikacyjnych wokół Warszawy. Rozkaz ten mieszkańcy ignorują. W tym samym czasie rozgłośnia "Kościuszko" sterowanego z Moskwy Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, który zainstalował się 23 lipca w Lublinie, nieustannie nawołuje lud Warszawy do wystąpienia przeciwko Niemcom. Komunikat zmieni się natychmiast po wybuchu powstania, bo już 2 sierpnia dla PKWN powstańcy to szaleńcy, a od 8 sierpnia faszyści spod znaku AK. W końcu lipca sowieci docierają do Wisły w okolicy Puław i Magnuszewa, są już w Kołbieli, Tłuszczu, Wołominie, Radzyminie.
W Warszawie 31 lipca pojawiają się pogłoski, że sowieci są już na Pradze, ale ofensywa Armii Czerwonej została zatrzymana z całą pewnością na rozkaz Stalina, choć nie można tego potwierdzić dokumentami.

Po bitwie pancernej pod Radzyminem (ten Radzymin!) w ostatnich dniach lipca, Armia Czerwona 8 sierpnia odzyskała ducha bojowego, a dowódcy 1. i 2. Frontu Białoruskiego złożyli najwyższemu dowództwu plan wyzwolenia Warszawy, podając 25 sierpnia jako dzień rozpoczęcia operacji. 8 sierpnia dowódcy Frontu Białoruskiego wydali już rozkazy operacyjne, przegrupowując swoje oddziały do natarcia, zakładając, że sowiecki Sztab Główny wyrazi zgodę na rozpoczęcie ofensywy na przedmoście warszawskie i samą Warszawę. Jednak oczekiwane pozwolenie nie nadeszło (Por. J. K. Zawodny, Powstanie Warszawskie w walce i dyplomacji, Warszawa 2005, s. 95-96).

31 lipca po południu gen. Tadeusz Komorowski "Bór", po porozumieniu się z Delegatem Rządu na Kraj, wicepremierem Janem Stanisławem Jankowskim ps. "Soból", wydał rozkaz podjęcia akcji zbrojnej, oznaczonej kryptonimem Godzina "W" z terminem wykonania 1 sierpnia 1944 roku o godz. 17.00.

W przeddzień wybuchu Powstania Warszawskiego siły polskie w Okręgu Warszawskim AK wynoszą około 50 tysięcy zaprzysiężonych, w tym KEDYW KG " zgrupowanie "Radosław" 2300 żołnierzy. Do walki w Godzinie "W" przystąpiło 270 żołnierzy AL, 120 PAL, 620 KB, żołnierze NOW-NSZ w większości podporządkowali się dowództwu AK. Do walki bezpośrednio na terenie Warszawy weszło około 24 tysięcy żołnierzy AK.

Powstańcom brakuje niezbędnego wyposażenia i uzbrojenia, jedynie 10% gotowych do podjęcia walki ma jakąkolwiek broń. Broni po stronie polskiej wystarczyłoby tylko na około 3500 żołnierzy, amunicji na 2 dni walk. W godzinie "W" część magazynów była niedostępna, a szereg transportów w dniu 1 sierpnia zostało zatrzymanych i przechwyconych przez Niemców. Stan uzbrojenia powstańców poprawił się w trakcie walki. Zdobywano niemieckie placówki, zabierano broń poległym Niemcom.

Po stronie niemieckiej wystąpiło około 16 tysięcy żołnierzy różnych formacji. Policja, żandarmeria, szkoła policyjna z Poznania, pociąg pancerny, personel pomocniczy jednostek artylerii. Nie były to jednostki najlepsze, niekiedy zdezorganizowane, pozbawione jednolitego dowództwa.

W pierwszych dniach sierpnia wyładowały się w okolicach Skierniewic jednostki spadochronowo-pancernej "Hermann Goering", jednostki pionierów i artylerii, przystąpiły do walki oddziały RONA (Russkoj Oswoboditielnoj Narodnoj Armii) brygadiera Bronisława Kamińskiego (urodzonego w Witebsku, jego ojcem był Polak, matką Niemka. Bronisław określał się zawsze Rosjaninem) złożonej z obywateli sowieckich najczęściej rosyjskiej i ukraińskiej narodowości (nie mylić z ROA gen. Własowa) i brygada Oskara Dirlewangera złożona częściowo z kryminalistów, wspomagana przez batalion azerbejdżański i wschodniomuzułmański pułk SS.


W czasie powstania dowództwo zostało uporządkowane i całością działań od 5 sierpnia dowodził gen. Erich von dem Bach. Łącznie w drugiej połowie sierpnia w Warszawie walczył już korpus niemiecki w sile około 25 tysięcy żołnierzy, a do końca powstania przeszło 50 tysięcy żołnierzy niemieckich brało udział w tłumieniu Powstania Warszawskiego.

Pierwsze dni powstania, od 1 sierpnia do 5 sierpnia.

Powstanie Warszawskie można podzielić na dwa okresy. Pierwszy to polska ofensywa do 4 sierpnia, a od 5 sierpnia przejęcie inicjatywy bojowej przez Niemców, choć wiemy, że to rozkaz gen T. Komorowskiego ps. "Bór" wieczorem dnia 4 sierpnia zatrzymał polskie natarcie (brak broni i amunicji).

Jak wyglądał bilans pierwszych dni powstania?

Stosunkowo najlepiej na Śródmieściu, bo opanowano prawie całą dzielnicę, ale nie zdobyto punktów o znaczeniu strategicznym, jak np.: centrale telefoniczne, dworce kolejowe, lotniska, wodociągi, Aleje Jerozolimskie " ta niezwykle ważna trasa wschód-zachód nie na każdym odcinku była w naszych rękach. Poza tym dzielnica została odcięta od reszty miasta, co spowodowało brak łączności między poszczególnymi obwodami.

Na Żoliborzu, gdzie padły pierwsze strzały w powstaniu, bo o godz. 13.50 w okolicach kościoła św. Stanisława Kostki, większość oddziałów wyszła do lasów, by po kilku dniach powrócić. Na Woli także część żołnierzy wyszła do lasów, reszta wzięła udział w dalszej walce. Dlatego Kedyw " zgrupowanie "Radosława" płk. Jana Mazurkiewicza znalazło się prawie od pierwszego dnia powstania na pierwszej linii frontu. Ochoty broniły tylko barykady przy Wawelskiej i Kaliskiej. Także na Mokotowie część oddziałów poszła w kierunku Lasów Chojnowskich i Kabackich, ale w rękach powstańców była prawie cała dzielnica na południe od ulicy Rakowieckiej po Woronicza, także Dolny Mokotów, Sadyba, Czerniaków. Nie udało się zdobyć ani lotniska na Okęciu ani polowego na Młocinach.

Na Pradze powstanie trwało tylko trzy dni i zostało prędko stłumione ze względu na wagę przedmościa praskiego dla całego frontu wschodniego.

1 sierpnia zdobyto najwyższy budynek ówczesnej Warszawy, Prudential przy placu Napoleona (dzisiaj Plac Powstańców Warszawskich), na którego dachu zawieszono ogromną polską flagę widoczną z bardzo dużej odległości, magazyny SS na Stawkach, gdzie batalion "Zośka" zaopatrzył się w słynne już potem "panterki", zdobyto gmach Wojskowego Instytutu Geograficznego w Al. Jerozolimskich, a na Pradze budynek Dyrekcji Kolei. Następnego dnia zdobyto Pocztę Główną, Państwową Wytwórnię Papierów Wartościowych, Elektrownię na Powiślu, budynek Arbeitsamtu przy pl. Małachowskiego. Także 2 sierpnia wychodzi pierwszy numer powstańczego Biuletynu Informacyjnego. Na Polach Mokotowskich rankiem drugiego dna powstania zmarła w wyniku postrzału sanitariuszka Dywizjonu "Jeleń", autorka pieśni Hej chłopcy bagnet na broń, Krystyna Krahelska (jej twarz uwieczniona została przed wojną w znajdującym się nad Wisła pomniku Syrenki warszawskiej).

3 sierpnia oddziały powstańcze zdobyły posterunek policji Nordwache przy Żelaznej, Dworzec Pocztowy nad linią kolejową i rejon pl. S. Starynkiewicza, który utrzymują do 12 sierpnia.

Pierwsze dni powstania to wielki entuzjazm całej ludności Warszawy. Warszawa po prostu tonęła w biało-czerwonych sztandarach. Może o tym zaświadczyć choćby ten epizod z walk na Śródmieściu. Otóż któryś z plutonów zgrupowania "Golskiego" otrzymał rozkaz zdobycia budynku Politechniki. Dowódca plutonu dziarsko maszerujący ulicą Lwowską, wydający głośno komendy swoim podwładnym, w ogóle nie krył się przed pociskami, kierował swoimi ludźmi tak, jakby to było przedstawienie teatralne na wolnym powietrzu, za co zebrał oklaski od zebranej na balkonach gawiedzi, żądnej walki ze znienawidzonym wrogiem twarzą w twarz.


Powstanie od samego początku ma charakter wielu bitew prowadzonych w poszczególnych dzielnicach. Niemcy nie usiłują stłumić od razu powstania na terenie całej Warszawy. Najpierw koncentrują się na zachodnich dzielnicach stolicy " Ochocie i Woli, potem atakują Stare Miasto, Powiśle, Sadybę, Czerniaków, Mokotów i Żoliborz. Śródmieście skapitulowało dopiero 2 października.

Rzeź na Woli

Pierwsze wiadomości o wybuchu Powstania Warszawskiego wywołują wściekłość i natychmiastową reakcję najwyższych władz III Rzeszy. Reichsfurer SS Heinrich Himmler przekazuje wydany przez Hitlera rozkaz zniszczenia miasta. Dodaje "Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy". Rozkaz ten był wykonywany już od pierwszych dni sierpnia bardzo precyzyjnie, z niemiecką dokładnością. Natarcie niemieckie, którego celem było odblokowanie tras przelotowych wschód-zachód, czyli ulice Wolska, Chłodna, Leszno, Górczewska, a przy tym uwolnienie gen. Stahela i jego oddziałów w Pałacu Saskim i w rejonie Ogrodu Saskiego, napotyka na opór w rejonie ulic Młynarska, Płocka, Okopowa, Towarowa i w rejonie pięciu warszawskich cmentarzy.

Zadanie przebicia się do północnego Śródmieścia i Starego Miasta otrzymała grupa Gruppenfürera SS i generała policji Heinricha Reinefartha. W jej skład wchodziły: Grupa Uderzeniowa Dirlewanger tj. trzy bataliony grenadierów niemieckich w większości kryminalistów, trzy bataliony Azerów ze 111 pułku SS wzmocnionych wschodniomuzułmańskim pułkiem SS, batalion "Bergman", dwie kompanie żandarmerii "Walter", bateria dział 80 pułku artylerii przeciwlotniczej, pluton pionierów z 654 batalionu, drużyna batalionu miotaczy ognia "Krone".


Grupa Reinefartha dociera na Wolę, (po wycofaniu się Kedywu z pozycji obronnych) w rejon ulic: Bema, Sokołowskiej, Skierniewickiej, na Czyste, Wolską, Młynarską, Górczewską, Działdowską, pl. Opolski, Płocką, Tyszkiewicza, Obozową, Karolkową, Staszica, Siedmiogrodzką, Przyokopową w dniu 5 sierpnia, który będzie odtąd nazywał się "czarną sobotą na Woli". Tego jednego tylko dnia oprawcy z SS, ze zbieraniną z Euroazji dokonują mordu na kilkunastu tysiącach ludzi. Na terenie samej tylko filii fabryki "Ursusa" na Wolskiej 55 zamordowano na podwórcu fabrycznym ok. 7 tysięcy ludzi, byli to sami cywile, na terenie fabryki Franaszka przy rogu Wolskiej i Skierniewickiej, zamordowano 5 tysięcy ludzi. W ciągu następnych dwóch dni za nasypem kolejowym i wiaduktem nad ulicą Górczewską zamordowano 12 tysięcy osób.

Piszący te słowa, oglądał na własne oczy jeszcze w latach osiemdziesiątych setki płonących zniczy ustawianych na chodniku, ulicy, w załomkach murów, przy krzyżach, właśnie w tych tragicznych dla Woli dniach 5-9 sierpnia i tak bywało co roku na Woli aż po lata dziewięćdziesiąte.

Pamięć 40 tysięcy zamordowanych na Woli jakoś nie specjalnie dotarła do świadomości ogółu, może dlatego, że byli to ludzie skromni, szarzy, w większości robotnicy, nie było wśród rodzin pomordowanych literatów, poetów, którzy mogliby o tej tragedii pięknie napisać, zrobić film, namalować obraz. Były tylko lata łez, modlitw pod krzyżem na Górczewskiej i wspomnień.

Tysiące zwłok, które w czasie sierpniowych upałów zaczęły się rozkładać i stanowić niebagatelne zagrożenie wybuchem epidemii również dla żołnierzy niemieckich, były zwożone do 9 stosów-palenisk na terenie Woli i tam spalone w ciągu czterech tygodni. Tę straszliwą pracę palenia zwłok wykonywało specjalne komando złożone z kilkudziesięciu Polaków.
Wydana DOPIERO 29 SIERPNIA deklaracja Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, (czy to znaczy, że dla aliantów z zachodu AK to też byli bandyci, ale tylko do 29 sierpnia?) stwierdzająca, iż Armia Krajowa stanowi część sił alianckich i jej żołnierzom powinny przysługiwać prawa kombatanckie, w niewielkim tylko stopniu poprawiła sytuację polskich jeńców i cywili rozstrzeliwanych do końca powstania, że wspomnę tylko mordy na Sadybie, Mokotowie, w Al. Ujazdowskich.

Zrzuty

Wkrótce po wybuchu powstania polskie władze w Londynie rozpoczynają starania o pomoc dla walczącej stolicy. Brytyjczycy początkowo w ogóle nie chcą o tym słyszeć, tłumaczą się trudnościami technicznymi. Brygada Spadochronowa gen. Stanisława Sosabowskiego, już w kwietniu 1944 roku mimo jego sprzeciwu, będzie bezpośrednio podlegała dowództwu brytyjskiemu i nie dostanie rozkazu wymarzonego skoku nad Warszawą.

W dniu 4 sierpnia polska załoga 1586 eskadry do zadań specjalnych lecąca z Brindisi do Radomia, poleciała nad Warszawę i tam dokonała pierwszego zrzutu zaopatrzenia wojennego. Następnego dnia, wobec nalegań strony polskiej premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill wydał polecenie rozpoczęcia zrzutów. Dostarczenie broni, lekarstw, leków, amunicji, żywności drogą powietrzną było bardzo utrudnione z uwagi na brak zezwolenia na międzylądowania w drodze powrotnej na lotniskach sowieckich. Trasa przelotu z południowych Włoch do centrum Polski wynosi około 1500 km, powrót musiał więc odbywać się już za dnia, nad Węgrami i Jugosławią, których przestrzeń powietrzną kontrolowały niemieckie myśliwce. Silną obronę przeciwlotniczą Niemców wspomagają już wówczas radary, umożliwiające kierowanie ogniem dział i skuteczne naprowadzanie myśliwców na samoloty aliantów. Z włoskich baz latają do Polski nie tylko Polacy, ale także Brytyjczycy, Kanadyjczycy, Nowozelandczycy, piloci z Południowej Afryki. Od 4 sierpnia do 21 września wyleciało 196 samolotów. Nie wróciło do bazy 35.

Dopiero 18 września Stalin jeden jedyny raz udostępnia sowieckie lotniska alianckim samolotom. Tego dnia nad Warszawą pojawiło się 110 ogromnych maszyn, latających fortec B-17, które wystartowały z lotnisk w Anglii. Niestety wielka radość zmieniła się prędko w wielką rozpacz, większość zasobników spadła poza bardzo już szczupłymi liniami powstańczymi. Z 1284 zasobników w polskie ręce trafia tylko 228. Tak skończyła się pierwsza i ostatnia wyprawa amerykańskiego lotnictwa nad Warszawę.

W schyłkowej fazie powstania, po 13 września do 1 października z pomocą walczącemu miastu przybywają samoloty sowieckie. Samoloty typu Polikarpow-2, zwane popularnie kukuruźnikami latały bardzo nisko, lotem koszącym i dokonywały zrzutów nad pozycjami powstańców, tyle, że ładunki często nie miały spadochronów, stąd niekiedy uległy całkowitemu zniszczeniu.

Zrzuty alianckie nad Warszawą, Kampinosem, Kabatami, Lasami Chojnowskimi:


Moździerze – 13 szt.
Kb " 130 szt.
RKM – 150 szt.
Rewolwery – 950 szt.
PM – 300 szt.
Granaty ręczne – 10.300 szt.
Piaty – 230 szt.
Pociski ppanc – 3.000 szt.
Zrzuty sowieckie:
CKM – 5 szt.
Granatniki – 48 szt.
PM – 700 szt.
Kb – 160 szt.
Kb – ppanc – 143 szt.
Granaty – 4.000 szt.

Harcerska Poczta Polowa

Pierwszy oddział Harcerskiej Poczty Polowej powołano już drugiego dnia powstania przy ul. Wilczej 41. Listy z prowizorycznych skrzynek pocztowych dostarczano do sortowni i doręczano już 4 i 5 sierpnia. Jednak oficjalne rozpoczęcie działalności HPP odbyło się w niedzielę 6 sierpnia po polowej Mszy Świętej. Podczas inauguracji na Wilczej po raz pierwszy Zbigniew Krukowski zaśpiewał Marsz Śródmieścia. Muzykę skomponował do słów Eugeniusza Żytomirskiego " pisarza, poety, który podczas powstania współpracował z Departamentem Informacji Delegatury Rządu RP. Pierwszoplanową rolę w Powstańczej Poczcie Polowej odgrywała młodociana kadra wywodząca się głównie z Szarych Szeregów i ich "Zawiszy" " najmłodszej antyhitlerowskiej organizacji w okupowanej Europie. Komendantem Głównej Poczty Polowej był hm. ppor. Przemysław Górecki; należał do grupy instruktorów harcerskich wywodzących się z Chorągwi Wielkopolskiej, których tak wielu trafiło do Warszawy po włączeniu Poznańskiego do Rzeszy. Główny Urząd Pocztowy mieścił się przy ulicy Świętokrzyskiej 28, przy Kwaterze Głównej Szarych Szeregów "Pasiece".
Po kilku dniach poczta działa już w całym mieście. Powstało osiem urzędów pocztowych, dysponujących czterdziestoma skrzynkami.

Korespondencja przechodząca przez ręce harcerzy była ograniczana do 25 słów. Wszystkie listy podlegały cenzurze.

Wiadomości były dostarczane bez jakichkolwiek opłat, ale chętnie przyjmowano książki, opatrunki, żywność, która potem trafiały do szpitali. Liczba doręczanych z narażeniem życia i zdrowia przesyłek wahała się dziennie od 3 do 6 tysięcy, list docierał do adresata z reguły w ciągu doby. Do dziś symbolem odwagi i poświęcenia najmłodszych żołnierzy jest szesnastoletni druh Zbigniew Banaś ps. "Banan", który zginął od kul 17 sierpnia, roznosząc pocztę na Powiślu. Był pierwszym, który rozpoczął roznoszenie listów Poczty Polowej, dostarczając je na najbardziej wysunięte, niebezpieczne linie bojowe. Został pochowany na Powiślu, przy Konserwatorium w pobliżu Stanicy Harcerskiej. Na jego grobie ustawiono powiększony Krzyż Harcerski. Tylko do 13 sierpnia Harcerska Poczta Polowa doręczyła 13 tysięcy listów.

Walki we wrześniu

Po upadku Starego Miasta w dniu 2 września i wycofaniu się Grupy Północ (Zgrupowanie: "Radosława", bataliony: "Róg", "Bończa", "Dzik", "Gustaw", "Harnaś", "Antoni" płk. Karola Ziemskiego "Wachnowskiego") kanałami do Śródmieścia, powstańcy utrzymywali pozycje na: Śródmieściu, Powiślu, Mokotowie, Żoliborzu i w Puszczy Kampinoskiej. Najważniejsze jednak z punktu strategicznego były rejony miasta położone nad Wisłą. Ich utrzymanie dawało nadzieję na skuteczny desant z praskiego brzegu (pododziały 1 Armii Wojska Polskiego były na Pradze od 14 września). Natarcia sowieckiego z przeciwległego brzegu rzeki obawiali się Niemcy, dlatego też od 4 września skoncentrowali swoje ataki na Powiśle i Czerniaków. Jednym z symboli trwania na stanowisku jest tzw. twardy front. Była to linia obrony polskiej w Śródmieściu Północnym ciągnąca się od Dworca Pocztowego przy Żelaznej nad torami kolei średnicowej, przez ul. Towarową, Grzybowską, Królewską, obsadzoną przez żołnierzy Zgrupowania "Chrobry II" wywodzących się z NOW " AK. Teren ten jako jedyny w powstaniu nie został zdobyty przez Niemców aż do samej kapitulacji. Żołnierze tego odcinka tak naprawdę odgrywali rolę tarczy dla pozostałych dzielnic miasta. Mimo olbrzymiej determinacji obrońców Niemcy, mając przytłaczającą przewagę systematycznie niszczą punkty powstańczego oporu. 4 września pada Elektrownia na Powiślu broniona przez żołnierzy Zgrupowania "Krybar" kpt. Cypriana Odorkiewicza i załogę elektrowni, od tego już dnia nie ma prądu w Warszawie. 6 września zostało zajęte przez Niemców całe Powiśle. Wobec katastrofalnej sytuacji powstańców i ludności cywilnej oraz braku nadziei na pomoc z zewnątrz władze powstańcze upoważniają Polski Czerwony Krzyż do rozmów w sprawie częściowej ewakuacji ludności cywilnej ze Śródmieścia.

W dniach 8 i 9 września opuszcza miasto około 8 tys. ludzi. Jednocześnie 9 września rozpoczynają się rozmowy kapitulacyjne (pl. Narutowicza). Stalin, do którego natychmiast dociera informacja o tym, że Polacy chyba jednak poddadzą się w Warszawie, wydaje rozkaz aby zdobyto Pragę i trzy pułki piechoty z 1 Armii WP dowodzonej przez gen. Z. Berlinga mają się desantować na lewy brzeg rzeki. Dowództwo AK widząc zmianę postawy ze strony sowieckiej, zrywa rozmowy z Niemcami i konsekwentnie broni Górnego Czerniakowa, miejsca spodziewanego desantu.

Można zaryzykować twierdzenie, że w tym czasie cynizm Stalina sięgnął zenitu. Po pięciu tygodniach burzenia miasta, zdecydowano się na wsparcie walczących, choć tak zorganizowane, że akcja pomocowa udać się nie mogła, ale walki trwały dalej, aż do całkowitego zniszczenia miasta, o co chyba tak naprawdę chodziło sojusznikowi naszych sojuszników. Po prostu kolejny szatański pomysł despoty z Kremla udał się z nawiązką.

Sowieci już nie musieli krnąbrnych Polaków z Warszawy wywozić w odleglejsze rejony Kraju Rad, rozstrzeliwać, więzić. Zrobili to za nich ich sojusznicy z lat 1939-41.

Bardzo ciekawy jest raport "Bora" z 7 września w którym stwierdzono, że żołnierze sowieccy i niemieccy opalają się na linii frontu w odległości 300 metrów od siebie i z żadnej ze stron nie padają strzały. Pełna sielanka jak widać, może wtedy pod Warszawą niektórzy wylegujący się w słońcu przypominali sobie czasy pięknej wspólnej defilady w Brześciu z września 1939 roku, koleżeńskiej wymiany czerwonych gwiazd z czapek na swastyki?

Warto tu przypomnieć, że pod Warszawą w ciągu sierpnia i września była: 47 i 70 Armia sowiecka, 1 Armia Wojska Polskiego, Korpus Kawalerii i 16 Armia Powietrzna.

Desant dwóch batalionów z 9 pułku piechoty, dwóch batalionów z 8 pp. 3 DP, jednego batalionu z 6 pułku piechoty 2 DP, trzech kompanii z 2 i 7 pp. 3 DP razem około 2614 żołnierzy trwał do 21 września. Straty były ogromne. W ciągu tych sześciu dni walk nad brzegami Wisły poległo 1987 żołnierzy polskich pochodzących z Polesia, Podola, Wołynia, Ziemi Lubelskiej, Rzeszowskiej, nie przygotowanych do walki w mieście, atakujących pozycje niemieckie bez odpowiedniego wsparcia artyleryjskiego i łączności z dowództwem. Na wschodni brzeg Wisły ewakuowano tylko 627 żołnierzy w tym 289 rannych.

23 września padł Przyczółek Czerniakowski. Obszar broniony przez powstańców kurczył się z każdym dniem. 26 września rozpoczęła się dramatyczna ewakuacja kanałami Mokotowa, który ostatecznie kapituluje 27 września, a 30 września Żoliborz.

2 października 1944 roku po 63 dniach heroicznej walki, w Ożarowie Mazowieckim dowództwo Powstania podpisało z Niemcami umowę o zaprzestaniu działań wojennych w Warszawie. Cała ludność cywilna musiała opuścić miasto, część z niej znalazła się w obozach koncentracyjnych, część trafiła na roboty przymusowe, pozostali zostali rozesłani do wsi na terenie GG. Ponad 11 tysięcy powstańców znalazło się w niemieckiej niewoli.

opracował: dr Zbigniew Osiński, Muzeum Powstania Warszawskiego

Dodatkowe informacje